KsiądzKazaniaŚwiętaPomyślmy o mędrcach

Pomyślmy o mędrcach

Objawienie Pańskie

Katedra Wawelska, 6.01.2014

 

Nie potrafię ogarnąć tego, co wydarzyło się ponad 2000 lat temu. Gdyby w starożytności były newsy, to zapewne byłby to news roku a nawet stulecia. To prawie tak, jakby nobliści albo prezydent Stanów Zjednoczonych, Rosji i królowa brytyjska przyjechali do Pcima, żeby zobaczyć dziecko, które urodziło się w zeszłym roku Józkowi murarzowi i Marysi kasjerce.

Tajemnica Objawienia Pańskiego jest tak absolutnie przekraczającym wszelkie horyzonty wydarzeniem, że spróbujmy dotknąć tylko jej rąbka, a konkretniej pomyśleć trochę o mędrcach.

 

1. Mędrcy ze Wschodu to byli ludzie mądrzy.

Tam, w kraju Persów, Medów i Babilonii, to byli ludzie najbardziej wykształceni na ówczesne czasy: nauczyciele, lekarze, kapłani, znawcy gwiazd i interpretatorzy snów. Byli specjalistami od nieba i ziemi. Mieszkali często na dworach królewskich i byli prawą ręką władców. To była naprawdę elita.

Dzisiaj mędrcami jesteśmy my. Wtapiamy się w ich orszak. Razem z nimi chcemy znaleźć Zbawiciela Świata. I jeśli należymy do niezliczonej rzeszy chrześcijan, którzy na każdym miejscu świata szukają Boga, to nie dlatego, że uciekamy przed rozumem, nie dlatego, że zamiast nauki wybieramy maski i teatr. Za szatami i koronami, drobiazgami i kolędami jest przede wszystkim idea, jest mądrość, jest rozum, który pcha nas w stronę Prawdy.

Gdyby Kościół uciekał od rozumu, nigdy nie świętowałby Mędrców ze Wschodu. Nigdy nie znalazłby w nim miejsca Orygenes, Augustyn, Tomasz z Akwinu, Pascal czy Jan Paweł II.

Jeśli dziś idziemy jak mędrcy do Betlejem, to znaczy, że używamy najlepiej jak można ludzkiego rozumu.

 

2. Mędrcy ze Wschodu nie wymyśleli bajek.

Oni naprawdę widzieli gwiazdę. Widzieli ją na Wschodzie. Potem widzieli ją między Jerozolimą a Betlejem. Niektórzy jak Kepler tłumaczą, że zobaczyli zbliżenie Jowisza i Saturna, co sprawiło wrażenie powstania nowej, mocnej gwiazdy. Dla astrologów Jowisz był gwiazdą władcy świata a Saturn gwiazdą Palestyny, stąd zrozumieli, że w Betlejem narodzi się król żydowski.

Mędrcy nie wymyśleli również Jerozolimy. Oni naprawdę tam byli. Nie wymyśleli Heroda i arcykapłanów. Oni tam naprawdę mieszkali. Nie wymyśleli nawet proroctwa Micheasza. Ono czekało na nich ponad siedemset lat.

Jeśli my dzisiaj wchodzimy w orszak Trzech Króli, jeśli jako chrześcijanie szukamy Boga, to nie dlatego, że lubimy bajki, nie dlatego, że uciekamy od życia w stronę mitów, ale dlatego, że tysiące drobnych i większych znaków na niebie i na ziemi mówi nam, że za tym wszystkim musi naprawdę Ktoś być.

Jak gwiazda betlejemska pojawiają się i znikają cuda, ludzie odzyskują zdrowie w niewytłumaczalny sposób, ciała niektórych nie chcą się rozkładać, grupa krwi ta sama z różnych eucharystycznych cudów, to tu to tam pojawiają się ludzie, którzy jak Matka Teresa z Kalkuty przyciągną do siebie tysiące takich, co życie i rodzinę poświęcą, bo spotkali Boga, a nawet sam Jezus czasem się objawia tak konkretnie jak w Łagiewnikach i kto po ludzku wytłumaczy, że zwykła zakonnica ściąga dzisiaj miliony?

Jeśli dziś idziemy jak mędrcy do Betlejem, to znaczy, że mamy oczy i uszy otwarte na znaki, które Bóg delikatnie ustawia w historii świata i historii każdego człowieka.

 

3. Mędrcy ze Wschodu wiedzieli co to jest władza.

Wiedzieli, że to Herod jest Królem w Jerozolimie. Wiedzieli, że on może ściągnąć znawców Pisma. Wiedzieli i szanowali. Nie pytali się o nowonarodzone dziecię ludzi na ulicy. Nie omijali królewskiego dworu z nieuzasadnionych lęków, nie uważali się za mądrzejszych od tego, który był władcą od ponad 30 lat. Ale Ci sami mędrcy, kiedy we śnie otrzymali nakaz, żeby nie wracać do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny. Wiedzieli, że chociaż dzięki Herodowi odnaleźli Jezusa, nie mogą słuchać Heroda, kiedy Herod sprzeciwia się Bogu.

To ich nieposłuszeństwo władzy na krótką metę wydaje się być absurdalne. Zamiast zabić jednego Jezusa, Herod wymordował dziesiątki dzieci w Betlejem i okolicy.

Jeśli my dzisiaj jesteśmy mędrcami, i jeśli ciągle szukamy Boga w świecie, wiemy również co to jest władza. Szanujemy władzę. Nie poniżamy jej. Nie wyśmiewamy. Wiemy, że władza czasem może nam pomóc nawet odnaleźć Boga. Ale jak mędrcy ze Wschodu wiemy, że każda władza ma swoje granice. I żaden król nie zmusi nas do posłuszeństwa, kiedy chodzi o niszczenie drugiego człowieka. Tam, gdzie władza szkodzi człowiekowi, tam kończy się jej terytorium. Może my, Polacy, jesteśmy jakoś bardziej świadomi tego, że czasem władzy po prostu nie da się słuchać. Za dużo poległo za wolność ojczyzny, i to oni mówią, że zaborców i najeźdźców słuchać nie można. Za dużo było tych, co cierpieli za system komuny, i to oni mówią, że nie można słuchać tego co po prostu chore.

Może ktoś należy do Sanhedrynu, niech uważa, żeby przez ślepe posłuszeństwo religijnej władzy nie zabić niewinnego jak zabito Jezusa. Może ktoś należy do dworu Heroda, niech uważa, żeby przez ślepe posłuszeństwo politycznej władzy nie zabić niewinnego, jak zabito młodzianków.

Czy to chodzi o władzę religijną, polityczną, naukową, czy jakąkolwiek władzę, Bóg dla mędrców zawsze będzie najważniejszym królem. Bo prawdziwi mędrcy wolą umrzeć niż zostać królewskimi błaznami.

 

4. Mędrcy ze Wschodu wiedzieli, o co im chodzi.

Im chodziło tylko o to, żeby znaleźć Jezusa. Gdyby mieli GPS-y wpisaliby wszyscy to samo: „Nowonarodzony Król żydowski, Mesjasz”. Kiedy zobaczyli gwiazdę, chodziło im tylko o Króla. Chociaż w Betlejem widzieli Maryję, oddali pokłon Jezusowi. Chociaż mogliby porozdzielać dary nawet i pasterzom, wszystko ofiarują tylko Jezusowi.

Jeśli chcemy należeć do orszaku mędrców, niczego nie możemy szukać tak bardzo jak Jezusa. W GPS-ach nie możemy wpisać ani Rynek Krakowski, ani chwała, ani bogactwo, ani władza, ani święty spokój. Wiemy bowiem zbyt dobrze, że jeśli nie będziemy szukać przede wszystkim Boga, nigdy trafimy do Betlejem, nigdy nie spotkamy Jezusa, a świat bez Zbawiciela będzie coraz bardziej męczącym zniewoleniem.

Dlatego dziś warto zapytać raz jeszcze: „O co właściwie nam chodzi?” „Gdzie my w życiu idziemy?” „Czego my naprawdę szukamy?”. Ta rzesza pięknych ludzi, rzesza dzieci i rodziców, przemierzająca prawie 200 polskich miast  chcą powiedzieć dziś jedno: My idziemy w kierunku Boga. Dla nas Bóg jest kierunkiem i celem. Nie wyszliśmy w domów, żeby sobie pochodzić, ale żeby pokazać sobie i innym, że bez konsekwentnego chodzenia w stronę Boga, całe życie może wyglądać jak jazda wokół ronda.

 

5. Mędrcy ze wschody nie przyszli z pustymi rękami.

Nie mędrkowali, że małemu dziecku potrzebne jest tylko mleko. Nie zastanawiali się, co może niemowlę zrobić z tak kosztownymi darami. Setki kilometrów targali złoto, kadziło i mirrę. I zostawili je Jezusowi.

Tak spełniło się proroctwo Izajasza:

Do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów - dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło. (Iz 60,5-6)

Tak zaśpiewał psalmista 72:

Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary, *

królowie Szeby i Saby złożą daninę.

Jeśli dzisiaj jesteśmy mędrcami, nie będziemy udawać, że Bogu wystarczą kolędy. Nie będziemy ściemniać, że do Boga wystarczy podejść z czystym sercem. Czy Bóg będzie obecny pod postacią Cappuccino dla Afryki, czy będzie obecny w Dziele Pomocy św. Ojca Pio, czy w Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, czy objawi się jeszcze na inny sposób, nie będziemy żałować darów. Mamy się czym podzielić. Od wdowiego grosza do złota władzy nazbiera się darów dla tej Dzieciny z Betlejem, która jak urośnie powie bez ogródek:

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich najmniejszych, mnieście uczynili”.

 

Dziś jest wielki dzień Mędrców. Dziś znaleźli Mesjasza.

Dziś jest wielki nasz dzień. Dziś decydujemy się ponownie na to, żeby należeć do orszaku Królów. Czyli dziś na nowo chcemy być mądrzy, czytać boskie znaki, nauczyć się właściwego stosunku dla władzy, postawić Boga na pierwszym miejscu i dzielić się darami, bo jeśli mamy coś, mamy to także dla innych.

Podobne