KsiądzKazaniaŚwiętaŚwięto wzroku

Święto wzroku

Objawienie Pańskie

Mizerna-Maniowy, 06.01.2003 r.

 

 

Wybrali się na Rysy. Było ich siedmiu. Trzech widzących i 4 czterech niewidomych. „Chodźcie na górę”- wołali widzący – „tam naprawdę są wspaniałe widoki! Uwierzcie nam, bo już tam byliśmy!”. 4 niewidomych zgodziło się na tę wyprawę. Po mozolnej wędrówce wdrapali się na górę. „Jak fantastycznie! Czarny Staw! Morskie Oko! Przełęcz pod Chłopkiem! Niesamowite widoki!” przekrzykiwali się posiadacze wzroku.
„Te, widzisz co? Bo ja nic” – zapytał jeden niewidomy drugiego. „Skądże, ja też widzę tylko ciemność” – odpowiedział drugi. „Poważnie nic nie widzicie? – wtrącił się trzeci – bo ja myślałem, że tylko ja mam problemy ze wzrokiem”. „Wiecie co – zabrał głos czwarty z niewidomych – ja myślę, że tak naprawdę to oni zrobili nas w konia z tymi widokami.”
„Ależ skąd! Jest cudownie! Uwierzcie nam! Nie chcemy was okłamywać!” – coraz żarliwiej widzący starali się przekonać wątpiących kolegów, którzy w sercu przeżywali dramat. Dramat wiary w to, czego nie można zobaczyć. Dramat niezdecydowania, bo z jednej strony słyszeli, że jest cudownie, a z drugiej nic nie potrafili zobaczyć. Komu wierzyć? Czy oczom, które nie widzą, czy uszom które słyszą?
W końcu postanowili zagłosować. 3 głosy były za tym, że z Rysów coś widać, 4 że to bajka z tymi widokami. Dlatego po powrocie do domu brajlowskim pismem zapisali tragiczne sprawozdanie: „Dnia dzisiejszego 3 kolegów namówiło nas na wyprawę. Narobili nam nadziei, że na Rysach jest wspaniała panorama. Przez nich zmarnowaliśmy cały dzień i wróciliśmy wykończeni do domów”.

Drodzy bracia i siostry!
To tylko przypowieść. Ale przypowieść, która pozwoli nam lepiej zrozumieć dramat współczesnego człowieka, co więcej dramat Kościoła.

Jedni widzą sens wiary, inni mówią, że to bezsens. Część widzi w Mszy św. piękno, dla części to śmiertelna nuda. Jedni widzą wartość modlitwy, drugim nie chce się zgiąć kolana. Część śpiewa i odpowiada na Mszy św. bo nie może milczeć, gdy Bóg jest tak hojny, inni nie otworzą gardła, bo nie widzą potrzeby. Jedni widzą konieczność życia według przykazań Bożych, inni nie dość, że kombinują żeby je ominąć, to się jeszcze cieszą, że nie posłuchali czarnych.
Dramat Kościoła. Dramat Maniów. Dramat niejednej rodziny.
„Idźże do Kościoła! Spróbuj się tylko nie pomodlić! Ja ci dam nie iść do bierzmowania! Musisz iść na rekolekcje!” – a z drugiej strony:
„Coś ty taki święty! Nie chcę być babcią kościółkową! Ja tam nie będę klepał zdrowaśki! Jak by wino w kościele dawali zamiast Ciała Pana Jezusa to bym chodził częściej!”
Dobrze, że w Kościele nie ma demokracji, bo by jeszcze uchwalono, że Boga już nie ma.

„Podnieś oczy wokoło i popatrz” – powiedział dziś prorok Izajasz.
„Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę” – mówią dziś mędrcy ze wschodu.
Święto Objawienia Pańskiego, Święto Trzech Króli to przede wszystkim święto wzroku, święto zobaczenia Mesjasza w Dzieciątku Jezus, święto widzenia przez tych, którzy byli nazywani poganami, tzn. niewidzącymi prawdziwego Boga. „Gdy ujrzeli gwiazdę bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon”. 

Drodzy parafianie!
Ja wiem, że nie da się przywrócić wzroku ślepcom przez jedno kazanie, zdaję sobie sprawę, że nie wolno wmówić innym, że widzą jak nie widzą. Jestem posłuszny Kościołowi który mówi, że nie można zmuszać do wiary, jednak w imieniu Ewangelii, trzech Króli i pasterzy betlejemskich, którzy zobaczyli Dziecię, w imieniu tych spośród was, którzy nie mogą żyć bez Mszy świętej i wiary chciałbym poruszyć sprawę chrześcijańskiego widzenia. 

Po pierwsze widzieć to jest ważna sprawa, bo to sprawa życia i śmierci. Gdyby Mędrcy nie zobaczyli gwiazdy, nie przyszliby do Izraela. Gdyby nie zobaczyli gwiazdy po raz drugi nie uradowaliby się. Gdyby weszli do domu i nie zobaczyli Dziecięcia, nie upadliby na twarz, nie oddali by pokłonu, nie otworzyli by swe skarby nie daliby złota, kadzidła ani nawet mirry. Nie pomylili się, bo widzieli. Widzieć Boga w swoim życiu to ważna sprawa, żeby nie zmarnować życia, żeby się nie zdziwić po śmierci: „Boże! A ja myślałem, że Cię nie ma!”

Po drugie widzieć to ważna sprawa, bo kto widzi ma pokój w sercu. Bo jeżeli Bóg jest wszechmogący, jeżeli dla Niego nie ma nic niemożliwego, jeżeli On jednym skinieniem mógłby zamienić ziemię w pyłek, to czegoż się mam lękać ludzi, głodu, choroby, bezrobocia, przyszłości? „Nie martwcie się zbytnio o to, co macie jeść i pić…” „Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną…”. Czy jest gorzej na świecie? Nie wiem, ale - uogólniając - na pewno mniej jesteśmy pewni, że Bóg nam pomoże.

Po trzecie widzieć to ważna sprawa, bo kto widzi Boga ten się raduje. Mędrcy uradowali się, gdy ujrzeli gwiazdę i Dzieciątko. Pasterze z radością wracali do swych trzód, gdy ujrzeli Jezusa. Jeśli my po Mszy świętej wracamy z takim samym smutkiem, kogo przekonamy, że spotkaliśmy Boga? Czasem naprawdę warto by wziąć lusterko do kościoła, popatrzeć przez chwilę na siebie i zapytać się: „czy gdybym miał taką minę na spotkaniu z dziewczyną chciałaby mnie choć jedna?” 

Sens życia czyli właściwy kierunek, pokój w sercu i radość ze spotkania z Bogiem to najważniejsze owoce daru chrześcijańskiego widzenia. Dlatego zróbmy wszystko, żebyśmy nie byli ślepi.
A więc po pierwsze nie traćmy chęci do wiary, bo naprawdę wiele wspaniałych rzeczy można zobaczyć. Po drugie korzystajmy ze swoich talentów do nauki, do pracy, do poszukiwania, bo Mędrcy dzięki znajomości gwiazd przyszli do Jezusa. Po trzecie spróbujmy uwierzyć innym, bo przecież tylu wspaniałych świętych i mądrych i prostych ludzi zobaczyło Boga w swoim życiu i niemożliwe jest, żeby nas okłamali. Po czwarte bądźmy wytrwali, bo czasem trzeba 20 lat chodzić na niedzielną Mszę świętą, żeby w 21 roku odkryć w niej wielką wartość. Nie zniechęcajmy się jak małe dzieci, bo to nie popłaca. I nie dziwmy się tym, którzy smutni, obojętni, którzy robią wszystko, by od Boga odejść. Nie złośćmy się na nich, bo lekarz jest nie po to, żeby krzyczeć na pacjentów.

Jesienią 1999 roku razem z młodzieżą oazową z Ruczaju pojechaliśmy do Bystrej na tradycyjne dni skupienia. W czasie pierwszej konferencji na stoliku przed ołtarzem postawiłem 4 banknoty: 10 zł, 20, 50 i 100. „Kto chce podejść i zabrać ten, który według niego jest najcenniejszy?” Zgłosiła się jedna dziewczyna prawie z ostatniego rzędu. Ale kiedy podchodziła do stolika lektor zgasił światło a ja podmieniłem banknoty i na ich miejsce postawiłem kartki papieru takiej samej wielkości z różnymi napisami. Tego nie mogła zauważyć, bo kaplica była dość duża. Dziewczyna więc po omacku podeszła do stolika i chwyciła kartkę, która została położona w miejscu stu złotówki. „Czy naprawdę to dla ciebie jest największą wartością?” – zapytałem. „Tak, myślę, że dobrze trafiłam” – odpowiedziała. Zaświeciliśmy światło. Na kartce było napisane: „seks”…
Żeby dobrze wybrać, trzeba dobrze widzieć…

Kochani!
Sprawa widzenia jest naprawdę ważną i ślepota może kosztować nieraz nawet wszystko. Bo życie, diabeł i ludzie mogą nam pogasić światła i najszlachetniejsze intencje zamienić na najbardziej upodlające zatracenie. Dlatego prośmy dzisiaj Trzech Króli, weźmy to sobie do serca i módlmy się naprawdę gorąco, żebyśmy wszyscy ujrzeli Boga, żeby w żadnej trumnie na naszym cmentarzu nie leżało tragiczne sprawozdanie z nieudanej wędrówki.

Podobne