KsiądzKazaniaŚwiętaGość w dom, Bóg w dom

Gość w dom, Bóg w dom

Boże Ciało

Maniowy, 15.06.2006

 

Kochani rodacy i przyjaciele!
Ciągle ktoś przychodzi do nas do domu. Czasem słychać dzwonek u drzwi, niekiedy pukanie, a zdarza się, że i głosem zapowiada ktoś od progu, że jest gościem domu. Reakcje są różne. Bo inaczej się wita listonosza, inaczej cygankę, inaczej sąsiadkę, co plotki przyszła, a jeszcze inaczej brata czy siostrę, której się nie widziało kilkanaście lat.
Dziś do twojego domu puka Jezus. Wychodzi z kościoła, gdzie mieszka w tabernakulum, przechodzi przez ulice, po których stąpamy na co dzień i woła: „Chcę widzieć, gdzie mieszkacie, jak żyjecie i o co mam prosić swego Ojca, by wam błogosławił!”.
To jest właściwie najprostszy i najgłębszy sens Bożego Ciała. Bóg przychodzący do mojego domu. „Zagrody nasze widzieć przychodzi i jak się Jego dzieciom powodzi”. 

Ogólnie wiadomo więc o co chodzi w Bożym Ciele, problem jest ze szczegółami.

 

1. Pierwszym szczegółem i to najważniejszym jest uwierzyć, że to rzeczywiście Bóg idzie naszymi ulicami. To nic, że to tylko mały kawałek białego chleba. To nic, że to tylko drobna Hostia, która mieści się w monstrancji. Wierzymy i powtarzamy ciągle, to jest Pan! Pan mój i Bóg mój! Ten sam Jezus Chrystus, który chodził po palestyńskich drogach, ten sam, którego przybili do krzyża, ten sam, który czynił cuda. To ciągle jest ten sam Jezus! Musimy mocno prosić o wiarę, że to jest Jezus, Syn Boga żywego, bo inaczej nie ma sensu nie tylko Boże Ciało, ale każda Msza święta i każde przeistoczenie!
Nie może tak być, że ludzie jadą na spotkanie z papieżem, cisną się do pierwszych szeregów, robią zdjęcia na potęgę, wycierają łzy, bo przejechał tak blisko - tylko dwa metry! - a kiedy Jezus żywy przechodzi obok jego domu, to on kwiatki podlewa, albo auto myje. Czy papież nawet najświętszy jest świętszy od Przenajświętszego Ciała i Krwi Chrystusa?
To dobrze, że ludzie cieszą się ze spotkania z wielkimi ludźmi, ale trzeba mocno błagać o wiarę, byśmy przynajmniej tak samo cieszyli się z tego, że Bóg przychodzi do nas, jak cieszymy się ze spotkania z drogim nam człowiekiem.

 

2. Drugi szczegół to jest odpowiedź na pytanie, jak przyjmujemy Tego Gościa, którym jest Pan Jezus.
Normalnie, jak ktoś przyjdzie do domu, to pierwsze gościnne pytanie brzmi: „czego się napijecie, kawy czy herbaty?” I nikt nie ma pretensji do tego, co przyszedł, że mu ubędzie łyżeczki kawy i dwóch łyżeczek cukru. Jeśli więc stać nas na życzliwość wobec innych, to może dobrze byłoby okazać również życzliwość wobec tego Gościa, jakim jest Pan Jezus.
Czego chcesz Panie Jezu? Co by Ci sprawiło przyjemność? Czy Ci mogę usłużyć? Może Ci w czymś mogę pomóc?
I dobrze wiecie, że Pan Jezus zawsze chce coś konkretnego od nas. Czasem chce pojednania w rodzinie, czasem prosi o pomoc dla sąsiadów, czasem o modlitwę za zmarłych. Ale zawsze to, co chce przede wszystkim Jezus, to zamieszkać w naszym sercu.
I kiedy ksiądz powtarza za Jezusem: „To jest moje Ciało! To jest moja Krew”, to po to, byśmy przyjmowali to Ciało. Byśmy żywili się tym Ciałem. Przecież Msza św. to nie spektakl, ale posiłek, a od oglądanie jeszcze się nikt nie najadł.
Może mówię to zbyt prosto i rozumiem, że bardzo mocna jest tradycja, żeby chodzić do spowiedzi 2 razy na rok a do Komunii tylko parę niedziel. Różne są tego przyczyny. Ale pomyślmy raz jeszcze, czy by się nie dało przyjmować Pana Jezusa częściej. Bo naprawdę to jest nielogiczne, że drzwi w domu otwieramy każdemu, a jak Pan Bóg chce przyjść, to się udaje, że się dzwonka nie słyszy.
„Dzień bez Eucharystii, to dzień bez słońca” napisał w swoim dzienniku młody Włoch na początku XX wieku. „Dzień bez Eucharystii, to dzień bez słońca”. Jak przykro i szaro jest żyć cały rok pod chmurami...!
„Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, nie umrze na wieki” - powiedział Pan Jezus. Pilnujmy sobie tego spożywania, bo kto umiera w stanie łaski uświęcającej, może być pewien swojego zbawienia.

 

3. Trzeci szczegół wynika ze zmiany czasów. Otóż jest jakaś taka prawidłowość w świecie, że im bardziej kładzie się nacisk na to, jak wielki jest człowiek, tym bardziej obniża się wartość Eucharystii.
Jakaś logika w tym jest, bo to dziwne było, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu, jak upadł kawałek Hostii w kościele na posadzkę, to się całowało to miejsce przez szacunek do Boga, a jednocześnie w tym samym kościele modlono się w Wielki Piątek „za perfidnych, czy przebrzydłych żydów”. Dziwne to też było, że ludzie z jednej strony klękali przed Bogiem ukrytym pod postacią chleba, a równocześnie potrafili podeptać Boga ukrytego pod postacią drugiego człowieka. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich najmniej, Mnieście uczynili” - mówił przecież Chrystus.
I dobrze, że coraz bardziej kładzie się nacisk na to, że każdy człowiek, nawet najgorszy, jest cenny w oczach Bożych. Ale szkoda byłoby, gdybyśmy przypominając o szacunku do ludzi, stracili szacunek do Eucharystii.
Chodzi naprawdę o szczegóły. Ale bardzo ważne.
Czasem ksiądz jedzie z Panem Jezusem do chorego. Widać to, bo ma białą komżę, stułę białą lub fioletową oraz bursę, tak się nazywa ta torebka, w której ksiądz niesie Pana Jezusa.
Jest piękny zwyczaj, żeby przyklęknąć, choć na jedno kolano, jak zobaczycie, że ksiądz przechodzi z Panem Jezusem. A my wtedy błogosławimy tych, co przyklękli i oni się wtedy też żegnają.
Nie traćmy tego zwyczaju! Nie wstydźmy się zgiąć kolana! Naprawdę to nie jest wiele, a tak bardzo mówi. Jeśli Jezus Chrystus umarł za nas, to przynajmniej tyle możemy zrobić dla Niego.
Wiecie, dobrze, że ideałem byłoby, gdybyśmy na każdej mszy św. przyjmowali Komunię święta. Wiecie też, że daleko nam do tego ideału, a niektórym jeszcze dalej. Ale ustalmy sobie takie minimum mojego stosunku do Eucharystii. „Panie Boże, może nie chodzę zawsze do Komunii, ale przynajmniej zawsze będę klękał, jak Ty będziesz przechodził obok mnie”. To jest minimum, ale jeśli nie stać nas na razie na ocenę celującą, to postarajmy się przynajmniej o stopień dopuszczający.

 

Kochani ludzie,
Pan Jezus wychodzi dzisiaj z kościoła, by zobaczyć, gdzie i jak mieszkamy. I nawet jeśli procesja nie dojdzie do każdego domu, bo ciężko byłoby obejść całą parafię, to w duchu wiary zobaczmy, że sam Bóg przychodzi tam, gdzie jest nasz dom. I w tym samym duchu wiary wołajmy od serca: 

 

Panie w Hostii utajony!
Tajemnico święta!
Chlebie żywy dusz naszych!
Wejdź do naszych domów!
Wejdź do naszych serc!
Zobacz, jak żyjemy i pobłogosław nam!
Byśmy nigdy nie zamykali drzwi przed Tobą!
Byśmy nigdy nie wyrzucali Cię z serca!
Przyjdź do nas Panie, Chlebie żywy i pozostań z nami! Amen.

Podobne