KsiądzKazaniaRok CRadości! Jak cię osiągnąć?

Radości! Jak cię osiągnąć?

3 Niedziela Adwentu

Kwaczała, 13.12.1997

 

Jest takie opowiadanie pisarza Franza Kafki.

Na zamku umiera stary Król. To już ostatnie oddechy, ostatnie bicie serca. Król jednak chce jeszcze przed śmiercią przekazać pewną bardzo ważną wiadomość. Wzywa posłańca i mówi mu, jaka jest sprawa. Za miastem mieszka w małym domku człowiek, który musi usłyszeć wiadomość od króla. „Zanieś mu tę nowinę" – mówi król. Posłaniec chce iść, ale przed drzwiami stoi tłum, tysiące ludzi tłoczy się przed pałacem, setki tysięcy zapełniają uliczki miasta. Posłaniec nie może się przedrzeć, sprawa wydaje się być przegrana. A w małym domku za miastem człowiek czeka.

 

I oto dziś już nie stary król, ale wiecznie żywy Bóg chce nam przekazać bardzo ważną wiadomość. Używa do tego 3 posłańców: proroka Sofoniasza, proroka Izajasza i św. Pawła - autorów dzisiejszych czytań i psalmu. A pilna wiadomość? Brzmi ona: „Radujcie się! Pan jest blisko!"

Posłaniec Sofoniasz mówi:

„Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!

Pan jest pośród ciebie! Już nie będziesz bała się złego!"

Posłaniec Izajasz mówi:

„Głośmy z weselem Bóg jest między nami!"

Posłaniec Paweł mówi:

„Radujcie się zawsze w Panu. Jeszcze raz powtarzam, radujcie się!"

Człowiekiem z domku za miastem jest każdy z nas. Czy jednak dotrze do nas wieść o radości?!

Przecież czekamy z utęsknieniem na prawdziwą, Bożonarodzeniową radość. Nie chcemy zimnych twarzy i obojętnych spojrzeń, nie wystarczają nam wesołkowate dowcipy i płytkie kawały. Dość mamy osobistego pesymizmu i społecznego narzekania. Dość mamy zmęczenia życiem. Dość bylejakości i nudy. Serca szuka prawdziwej, głębokiej, nieustającej radości.

Chcemy tej wieści od Boga. Naprawdę chcemy! Dlaczego więc tak często nie dochodzi do naszego życia prawdziwa radość?

Bo jest jakaś przeszkoda. Jest w życiu tłum przez który ciężko się przedrzeć. Co to za tłum? Co to za przeszkoda?

 

Tą przeszkodą jest lęk, lęk przed wychylaniem się, przed wyróżnianiem się od innych. Ni e pójdę do Komunii, bo cały kościół by się na mnie patrzył. Nie przeżegnam się w autobusie, bo się młodzi ze mnie śmiać będą. Nie będę bronił Kościoła, gdy go oskarżają przy gościnnym stole, bo powiedzą, że jestem staroświecki. Nie odmówię kieliszka, bo mi powiedzą, żem skąpy. Nie przestanę kląć, bo się koledzy zapytają, czy nie jestem chory.

Ale to także lęk, że jak Bóg przyjdzie do mojego życia, to będę musiał wiele zmienić, a mi jest dobrze.

W Ewangelii dzisiejszej ludzie lęku, to ci ludzie, co przyszli do Jana Chrzciciela, ale bali się zapytać go o to, co mają czynić. Bali się i dlatego nic im Jan nie powiedział i nic z jego nauki nie zyskali. Kto się boi traci.

Biedny jest człowiek i nigdy nie dozna radości, kiedy nie posiada własnego zdania, gdy nie umie bronić swoich wartości. Taki człowiek musi pamiętać, że przecież po śmierci nie będzie kolegów przy nim i sam będzie musiał odpowiedzieć za swoje decyzje.

Nie lękajmy się być odważni w dobrym, nie lękajmy się być dobrzy.

Jeszcze nikt na tym nie stracił.

 

Ale przeszkodą może być również chciwość. Nie mogę zasnąć, bo obliczam, ile jutro zarobię, walczę o każdą złotówkę, walczę o każdą minutę w pracy. Nie, nie mogę przyjść do kościoła, nie - nie mogę się nawrócić, nie - nie będę się modlił, bo to się nie opłaca. Muszę się uczyć 24 godz. na dobę, muszę to obejrzeć, muszę to kupić na Święta, bo sąsiadka to też ma, bo w telewizji reklamowali, inaczej nie będę się liczył i nie dam sobie rady w życiu. Muszę to mieć!

Nigdy nie zazna radości człowiek, który ciągle za czymś goni.

Celnicy to też byli ludzie chciwi na grosz. Zdzierali, bo tylko oni wiedzieli, jakie są ustalone podatki i bieda wtedy była większa niż dziś w Polsce. A nie bał się powiedzieć Jan Chrzciciel: „Dawajcie! Kto ma dwie szaty niech da jedną temu, co nie ma". Kto goni za pieniądzem, niech się nim podzieli, kto ma ciągle mało czasu dla dzieci, niech porozmawia z nimi, kto się ciągle uczy sam, niech pouczy innych. Kto tylko myśli o wieczorowych kreacjach, niech popatrzy na tych ludzi, którzy nie kupią pięknej sukni, bo od kilku lat nóg nie mają.

 

Ale przeszkodą może być również słabość. W Ewangelii do Jana Chrzciciela przyszli żołnierze, ludzie mocni. Dziś więcej jest ludzi słabych. Nie są radośni, bo nie mogą przeżyć jednego dnia bez kieliszka, nie są radośni, bo nie mogą oderwać się od pornograficznego filmu, nie są radośni, bo słone pieniądze płacą za pociągające narkotyki. Owszem, może i czasem mówią, jak jeden chwiejący się pan do znajomego księdza: Jegomościu, ja to jestem teraz szczęśliwy. Mam 2 butelki i to obydwie pełne. Ale czy to jest prawdziwa radość?

Biedny jest człowiek słaby. Prośmy na kolanach, żeby nas Bóg umocnił, bo inaczej zginiemy w własnej nędzy i święta przejdą a Bożej radości w nas nie będzie.

 

Ale najgorszą ze wszystkich przeszkód jest przeszkoda obojętności. W Ewangelii to ci, co w ogóle nie przyszli do Jana Chrzciciela. Woleli siedzieć w domach, nie interesowali się wieściami o Zbawicielu, mieli swój własny światek.

To jest bardzo niebezpieczna postawa. Brak zainteresowania. A co mnie Kościół obchodzi, a co mnie obchodzi dzisiejsza Ewangelia, a co tam będę czytał nudne czasopisma katolickie, nie będę oglądał pobożnych programów, mnie to nie interesuje. Nie interesuje mnie lekcja religii, kazanie, różaniec, roraty, słowa papieża, wiara. Po prostu nie interesuję się tym! To bardzo niebezpieczna postawa. To jest główny trzon tłumu z opowiadania F. Kafki. To jest główna przeszkoda, z powodu której człowiek nie doświadcza tej prawdziwej radości, o jakiej dzisiaj mówi Bóg. Czy poszlibyśmy do kogoś w gościnę wiedząc, że nie chcą nas widzieć.

 

Bóg przychodzi do nas w gościnę.

Co zrobić? Trzeba kochać.

Kto kocha ten nigdy nie jest obojętny.

Kto kocha ten jest radosny.

Inny jest list od dziewczyny, inny od Urzędu Skarbowego. Pierwszy zapewne więcej daje radości. Inne są odwiedziny mamusi, inne żebrającej cyganki. Pierwsze dają więcej radości. Inne jest tulenie własnego dziecka do snu, inne usypianie dzieci na obozach wakacyjnych. Pierwsze daje więcej radości. Inne jest siedzenie godzinami nad ulubioną lekturą, inne ślęczenie nad niechętnym przedmiotem. Pierwsze daje więcej radości.

Miłość. Ona daje prawdziwą radość. Kto jest obojętny wobec Boga, ten nigdy nie uraduje się z Jego Narodzenia, z Jego przybycia na świat, z Betlejemskiej stajenki i beztroskich pasterzy.

 

Kochani parafianie!

Jeszcze raz. Bo ważne.

Bóg przychodzi. Jeśli chcesz się tym uradować a jest to prawdziwa radość, pokochaj Go. Nie umiesz. Poproś Go o miłość. „Panie, tak mi jesteś obojętny! Pomóż mi to zmienić". Poproś również przyjaciół. „Pomódlcie się za mnie, bo już wiara mało mnie obchodzi, bo takie to dla mnie obce". Popatrz na świętych, na papieża, na chrześcijan, na sąsiadów, którzy cieszą się wiarą. To nie jest nudne. Naprawdę! Rozmawiaj z ludźmi, przyjdź do Księdza. „Niech mi Ksiądz pomoże zrozumieć, bo takie to dla mnie wszystko obce!" Przyjdź do spowiedzi, wyznaj obojętność, wyzwól się z tego, bo to i grzech i ból. Przeczytaj gazetę albo książkę religijną. Żeby się zainteresować, żeby pokochać, że chcieć Bożego Narodzenia, nie dla odpoczynku, ani dobrej kiełbasy, ale dla Boga, który przychodzi do mojego serca, który niesie mi w Bożonarodzeniowym prezencie prawdziwą radość.

Boże jedyny, który przekazujesz nam przedświąteczną wiadomość mówiąc radujcie się! Usuń przeszkody, które oddzielają nas od Twojej radości, pomóż zniszczyć to, co stoi na drodze do prawdziwego szczęścia, dodaj otuchy zalęknionym i zastraszonym, udziel hojnego serca wszystkim zabieganym o pieniądz, wzmocnij każdego słabego człowieka z naszej parafii i nie dopuść byśmy byli obojętni wobec Twojego słowa, wobec Ciebie. Nie dopuść, ale naucz kochać, byśmy na Twoje narodzenie czekali nie jak wilgotna ziemia czeka na spadający deszcz, ale tak, jak na mamę czeka wyrzucone z łóżeczka dziecko.

Podobne