Menu Zamknij

Jak spotkać Boga?

33 Niedziela zwykła rok A - Niedziela powołań

Kraków-Wzgórza Krzesławickie, 9.11.1996

 

Drodzy parafianie z Krzesławickich Wzgórz!

Nie raz mówiono nam, że Bóg jest dobry, wspaniały, że jest kochającym Ojcem, że troszczy się o nas, że taki właśnie jest Bóg. Ale nasza radość znikała, gdy mijające szare tygodnie, problemy w pracy, kłopoty w domu, niepowodzenia w życiu osobistym, dotykały głębi naszego serca. Wtedy rodziło się pytanie: „Gdzie jest ten Bóg, który daje szczęście?”; pytanie, które i dzisiaj kołacze w niejednym chrześcijańskim sercu.

„Panie, skoro jesteś szczęściem, powiedz: Co mamy zrobić, byś nie był dla nas dalekim i obcym Bogiem? Powiedz: Jak Ciebie spotkać w swoim życiu?”

Ukochany Kościele szukający Pana!

Szczęśliwi jesteśmy, żeśmy przyszli dzisiaj do tej świątyni, bo oto właśnie dziś odpowiada Bóg na nasze pytania słowami świętego Pisma.

Przede wszystkim, aby Boga spotkać, trzeba tego pragnąć tak, jak pragnął autor dzisiejszego psalmu wołając: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza, ciało moje tęskni za tobą. Pragnąć jak ziemia sucha, która łapczywie pije każdą kroplę wody. Pragnąć tak, że aż wołać: My chcemy Boga! Jeśli nie będziemy chcieli spotkać się z Bogiem, to On nie przyjdzie, bo szanuje naszą wolność i nie wdziera się do naszego życia jak złodziej albo oddział SB rewidujący mieszkanie kilkanaście lat temu.

Pragnąć Boga to także kochać. Ci Go łatwo dostrzegą, którzy Go miłują. To może być trudne tak pokochać od zaraz, ale spróbujmy pokochać to, co jeszcze mało znamy, byśmy poznali o wiele więcej. Miłość bowiem jest wielką siłą, która ciągnie w kierunku Tego, którego chcemy znaleźć.

Następnie trzeba Boga szukać. W I czytaniu Bóg, nazwany mądrością, daje się znaleźć tym, którzy Go szukają, którzy wołają jak psalmista: Boże, mój Boże, szukam Ciebie, którzy jak panny z Ewangelii wychodzą Mu na spotkanie.

Ale gdzie, Boże, mamy Cię szukać? Autor psalmu szukając Boga wpatrywał się w Niego w świątyni i wznosił ręce w imię Boga, tzn. modlił się, bo w taki sposób nie raz się modlono. Jeśli więc chcemy znaleźć Boga, musimy tu przychodzić, wpatrywać się w to, co się tutaj dzieje całym sercem, brać dla siebie skarby zawarte w sakramentach, a nie tak, że oczy mamy skierowane na ołtarz a myśli na Kleparzu czy Tomexie. Jeśli chcemy znaleźć Boga, musimy także się modlić, prosić Go: „Panie, zjaw się w moim życiu, bądź przy mnie, bo tak bardzo wydajesz mi się daleki”.

Boga też można spotkać poprzez rozmyślanie, myślenie o Nim, najlepiej czytając Pismo święte. Myślę o Tobie na moim posłaniu i o Tobie rozważam w czasie moich czuwań – zwierza się psalmista. Tu się wszyscy musimy uderzyć w piersi, bo mało jest takich, co nie mogą spać z tego powodu, że o Bogu myślą.

To wydaje się trudne i rzeczywiście nieraz takie jest. Księga Mądrości też o tym wie, gdy mówi: Kto dla Boga wstanie o świcie, znajdzie Go u swoich drzwi, czyli blisko siebie. Wstawać rano, to pewien wysiłek, nie tylko dla młodych ludzi, ale to wysiłek przynoszący korzyść. Warto się potrudzić, by znaleźć Boga. O tym zapomniały panny nierozsądne z dzisiejszej Ewangelii. „Co się będziemy przejmować, brać oliwę na zapas – mówiły – jakoś to będzie”. I było jakoś, a że nie było tak jak chciały, to same są winne.

Ta ewangeliczna oliwa przypomina nam jeszcze o jednym warunku, który trzeba spełnić, by Bóg był bliski naszemu sercu. Trzeba być bogatym w dobre uczynki. Oliwa bowiem to dobre nasze czyny. Jak się nie troszczymy o nie, nie napełniamy nimi naczyń naszego serca, to nie spotkamy się z Panem. Można się modlić i całą wieczność krzyczeć „Panie, Panie” a i tak powie „Nie znam was” a to dlatego, że nie wypełniacie moich przykazań. Czuwajcie – mówi Jezus – tzn. miejcie oliwę, pełnijcie dobre uczynki, aby światło waszych serc świeciło przed ludźmi. I wtedy na pewno spotkamy się z oblubieńcem, tzn. z Tym, który nas kocha, spotkamy się z naszym Bogiem.

Ukochany Kościele szukający Pana!

Gdy wypełnimy te warunki, przyjdzie Bóg do naszego serca i zamieszka w Nim na stale. Ujrzymy Go, jeżeli będziemy Go pragnąć, chcieć Go i kochać, rozważać i myśleć o Nim. Jeśli będziemy brać Pismo Święte do ręki, klękać choćby do trudnej modlitwy. Jeśli będziemy szukać Go w świątyni, pytać i czytać, co z wiarą związane a pod rękę wpada. A wreszcie jeśli będziemy pełnić dobre czyny.

Nie lękajmy się, że tych warunków jest tak wiele. Nie lękajmy się ani nie zniechęcajmy tym, bo choćbyśmy byli zmęczeni wypełnianiem tych warunków jak panny z Ewangelii, które zmorzone snem zasnęły, to bądźmy pewni, że nie zawiedzie Ten, który obiecał, że przyjdzie. Nie tylko na końcu świata, nie tylko w dniu naszej śmierci, ale już teraz, w tym świecie, w 1996 roku, w Polsce, i na Krzesławickie Wzgórza przyjdzie i to do naszego serca.

Przyjdź, Panie Jezu! Sam powiedziałeś do świętego Jana: Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do Niego i będę z nim wieczerzał a on ze Mną. Ty Panie bowiem sam stajesz się dla nas pomocą. Ty sam chodzisz i szukasz – jak mówi Księga Mądrości – tych, co chcą Ciebie znaleźć, siadasz przy naszych drzwiach, nie tylko tych od M-2, ale i drzwiach naszego serca.

I Bóg jest. Już jest w wielu sercach chrześcijan końca XX wieku. Nie tylko dzięki samemu Bogu, ale także dzięki wielu ludziom, którzy pomagają nam Go znaleźć. Rozejrzyjmy się za nimi. To nasi rodzice, przyjaciele, znajomi i nieznajomi, a wśród nich szczególnie możemy liczyć na pomoc wszystkich powołanych do kapłaństwa. I nie jest to przypadek, że właśnie dziś, gdy Bóg odpowiada nam na pytanie, jak Go znaleźć, przypada w naszej diecezji Niedziela Powołań i z Krakowskiego Seminarium wyjeżdża połowa kleryków do różnych parafii, by modlić się o powołanie kapłańskie i o kapłaństwie mówić, i Słowo Boże tłumaczyć.

To kapłan bowiem pomaga nam spotkać Boga w naszym życiu. Gdy przychodzę do świątyni, kapłan sprawuje ofiarę, w której sam Bóg przychodzi na ołtarz, by przychodzić do mnie. Chcę szukać Boga w Piśmie świętym, on tłumaczy mi, jak je czytać. Chcę rozmyślać o Bogu, on uczy o Nim w szkole, w grupach parafialnych, w konfesjonale i każdym indywidualnym spotkaniu. On każdy trud szukania Boga wspiera radą i modlitwą, kiedy biorąc brewiarz do ręki prosi Boga za cały Kościół szukający swojego Pana. Po to on jest. I nie do pomyślenia byłoby, żeby dla nas Bóg był Kimś obcym a jednocześnie byśmy nie szli do kapłana i nie pytali, co zrobić, żeby było inaczej. „Proszę księdza, nudzi mi się na kazaniu! Nie lubię się modlić! Proszę księdza, denerwuje mnie Episkopat!” Problemy nie są po to, by nas denerwowały, ale wychowywały i jeśli nie szukamy pomocy, podobni jesteśmy do tonącego dziecka, które nie korzysta z koła ratunkowego, tylko dlatego, że się wstydzi albo się na koło obraziło.

Nie dlatego o tym się mówi, żeby się chwalić. Takie po prostu jest powołanie kapłańskie. Pomagać ludziom i sobie nawzajem w odnajdywaniu Boga. I to jest trudne jak poranne wstawanie dla psalmisty, ale to jest piękne jak dla tegoż psalmisty spotkanie z Panem. I to jest trudne jak wiele chwil waszego ciężkiego, zapracowanego życia, ale to jest piękne jak wiele chwil, które wspominacie z radością.

I dziś trzeba podziękować najpierw Ojcu świętemu, że przez 50 lat swojego kapłaństwa niestrudzenie i odważnie uczył świat, kim jest Bóg i jak Go pokochać.

I dziś trzeba podziękować wszystkim kapłanom, tym którzy uczyli nas religii, którzy udzielali nam sakramentów, trzeba podziękować kapłanom, którzy pracowali i pracują w waszej parafii, nieustannie prowadząc was do miłującego Boga.

I dziś trzeba podziękować wam – całej wspólnocie parafialnej, że pamiętacie o tych, którzy przygotowują się do kapłaństwa. Całe seminarium dziękuje wam za modlitwy, nieraz wypowiadane dobre słowa i za te liczne ofiary, które składacie wy i księża pracujący w waszej parafii, by nie zabrakło nam powszedniego chleba.

Dziękując, prosimy Was wszystkich o modlitwę. Nie zapominajcie o powołanych do kapłaństwa. By nigdy nie brakło ludzi, którzy uczyliby, jak szukać Boga i pomagali spotkać Go jako żywego i miłującego, i obecnego, i troszczącego się o nas, i dającego nadzieję w każdej beznadziejnej chwili naszego życia. Nie zapomnijcie o kapłanach, byśmy już nie pytali: „Gdzie jesteś Boże, który dajesz szczęście?”, ale wołali z radością: „Gdy Ty, Panie, jesteś ze mną, ziemia staje się niebem”.

Opublikowano w Okolicznościowe