Menu Zamknij

Amplituda, faktor i nieotarte łzy

28 Niedziela zwykła

Kolegiata św. Anny, 9.10.2011

 

1. Amplituda uczuć generowana przez dzisiejszą ewangelię może być ogromna. Na jednym biegunie słychać oburzenie: Jak można było nie pójść na wesele do króla! Przecież nie wymagał kosmicznego wysiłku! No i żeby nie ubrać się jak trzeba, to już poniżej wyobrażenia…

Na drugim biegunie oburzenie kieruje się przeciw królowi: Co za typ! Żeby spalić miasto za odrzucenie zaproszenia?! Przecież jeśli wesela trwały tydzień, to mógł zrozumieć, że ktoś naprawdę nie ma czasu! A już wyrzucenie człowieka z powodu ubrania jest kompletnym nieporozumieniem. To o co w końcu chodzi? O człowieka czy o jego wygląd?
Amplituda uczuć nie zmieni się, kiedy przestaniemy patrzeć na przypowieść w kategoriach bajki. Jeśli tu naprawdę chodzi o Boga, o jego Syna Jezusa Chrystusa i o zaproszenie do wspólnoty z nim, jaką symbolizuje uczta, to uczucia pozostaną te same.
Na jednym biegunie kotłuje się racja: Jak można Boga odrzucić! Bez Niego nie miałbyś nic a Tobie się nie chce nawet Mu podziękować? Masz 168 godzin w ciągu tygodnia i nie potrafisz jednej poświęcić Bogu? A nawet jeśli już poświęcasz, to dlaczego nie możesz się ubrać w myślenie o Nim? Skandal!
Na drugim biegunie podnoszą nie mniej słabszy głos uczucia: Co to za wybór między niebem a piekłem! Co to za miłość, co niby zaprasza, ale odrzucona  zemści się karą…

2. Od jakiego faktora zależy ta amplituda? Co jest decydującym czynnikiem? Czyż nie relacja? Nie pójść na wesele do znajomego a nie być na ślubie własnej siostry, to różnica. Odrzucić zaproszenie na jubileusz do klubu a nie przyjść na 50-lecie małżeństwa rodziców to nie to samo. Nawet jeśli ten sam mecz byłby rzekomą wymówką.
Amplituda uczuć choć ogromna nie zależy od Boga, tylko od relacji do Niego. Im bardziej jestem obcy Bogu, tym bardziej będę oburzał się na Niego. Im jestem bliżej Boga, tym wyraźniej zobaczę ludzką Bogu niewdzięczność.
Bóg jest królem świata i jako władca i ojciec ludzi ma prawo wymagać, nie dlatego, że jest despotą, ale wie lepiej, co jest dobre dla swoich dzieci. Im bardziej będzie dla On dla nas Ojcem i Panem, tym mniej problemów będzie rodziła  w nas dzisiejsza Ewangelia.
Amplitudę uczuć trzeba znać, żeby rozumieć ludzi, ale trzeba też ciągle głosić, że ona nie zależy od Boga, tylko jest pochodną naszego do Niego stosunku.
Oczywiście nie chodzi tylko o rozumienie Ewangelii czy nawet ludzi. W drugim czytaniu św. Paweł zdradza, co daje właściwa relacja z Bogiem. „Bracia: Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.
Nie chce się wierzyć czytając te słowa. My którzy uciekamy ciałem  i duszą od niedostatku i biedy różnego rodzaju, dziś zderzamy się z prawdą, która mówi, że nie o to chodzi, żeby uciekać przed biedą, bo jak nie materialna to cię duchowa dogoni: będziesz miał piękny dom i serce oschłe, które wzrok obije bezlitośnie po głuchych ścianach. Chodzi o to, żeby być w takiej relacji z Bogiem, która Cię umocni  i to tak, że ani sukces nie zaleje cię wodą sodową ani porażka przekleństwami na Stwórcę.

3. Jeśli relacja z Bogiem umacnia człowieka, to modlitwa umacnia relację. Jan Paweł II, człowiek modlitwy, mówiąc w Poznaniu w 1997 do młodzieży porównał modlitwę do stąpania Piotra po jeziorze. I tłumaczył, iż dopóki Piotr patrzył się w oczy swego Mistrza szedł po wodzie. Kiedy jednak wzrok swój skierował na fale, kiedy przestał mieć kontakt wzrokowy z Jezusem, zaczął iść na dno. Modlitwa to utkwienie spojrzenia w oczy Boga, które jest w stanie umocnić człowieka ponad ludzki rozum.
To, że modlitwa może i cud przynosić, przypomniał mi wczoraj 83 letni ksiądz, wspominając ks. Adama Ziębę i jego oświęcimską historię zapisaną w autobiograficznej „Pajdzie chleba”. Zdesperowany życiem w koncentracyjnym obozie i mający świadomość, że wyjście z baraków po apelu wieczornym kończy się rozstrzelaniem, ks. Adam zrobił coś co mogło wydawać się próbą samobójstwa. Wyszedł na zewnątrz i zaczął śpiewać Ave Maria Schuberta. Przepiękny głos przeplatał się sekunda za sekundą z oczekiwaniem na przeszywającą serce kulę. Nie trzeba było długo czekać. Natychmiast pojawili się wartownicy. Zaczękali do końca pieśni a potem zabrali go do siebie i …. dali mu pajdę chleba.

4. Nie chciałbym zakończyć tego kazania triumfalnym wezwaniem do modlitwy i zawsze umacniającej relacji z Bogiem. Nie chciałbym, bo musimy być wierni również pierwszemu czytaniu. Prorok Izajasza prorokuje: „[Pan Zastepów] raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę swego ludu po całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: „Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi”.
Dramat walki realizmu z nadzieją polega na tym, że jeśli Bóg otrze kiedyś łzy, to znaczy, że może dziś jeszcze płyną nie otarte. Jeśli Bóg odejmie hańbę kiedyś, to dziś może być jeszcze pełne wstydu i upokorzenia. Jeśli Bóg usłyszy kiedyś świadectwo o wybawieniu, to nie może nas dziwić, jeśli dziś usłyszy z niejednego serca wołanie: „Panie, jak długo o mnie nie będziesz pamiętał?”

Wszystko zależy od relacji z Bogiem. I zrozumienie dzisiejszej ewangelii, i myślenie o Bożych nakazach, i przeżywanie bogactwa i biedy. „Wszystko zależy” nie znaczy wszystko się dziś zmieni, znaczy tylko i aż życie w takiej teraźniejszości, której przyszłość nie będzie musiała zagryzać ze wstydu zębami.

Opublikowano w Rok A