MaxirefleksjeStatystyczny pokój

Statystyczny pokój

30.08.2020

 

Statystyki koronawirusowe dają dużo spokoju.


Do 17.06 mieliśmy stały wzrost ludzi aktualnie chorych aż do liczby 14,5 tys. Potem przez miesiąc spadała liczba chorych, by 20.07 osiągnąć liczbę 8,2 tys. Po tej dacie zaczął się wzrost chorych spowodowany zapewne wakacjami tak, że dzisiaj mamy już 18,6 tys. aktualnie chorych. Ale od dwóch dni więcej jest wyzdrowiałych niż tych, co zachorowali, więc jest nadzieja, że znowu zaczniemy spadać w dół. Bardzo pocieszające jest to, że liczba użytych respiratorów czy zajętych łóżek w szpitalach mimo podwojonej liczby chorych nie wzrosła bardzo. 17.06 było zajętych 76 respiratorów i 1693 łóżka, 20.07 - 72 respiratory i 1575 łóżek, 30.08 - 85 respiratorów i 2242 łóżka. Liczba ludzi na kwarantannie jest mniej więcej podobna i trzyma się około 100 tys.


Spędziliśmy dobre wakacje. Ludzie psychicznie wypoczęli. Restauracje, hotele, kurorty otworzyły się na nowo i chociaż słyszeliśmy, że codziennie zakażonych jest nie 300-400 tylko 700-800 nowych osób, to w gruncie rzeczy nie spowodowało to większej katastrofy.
Co w tym uspokajającego? Według wszelkiej logiki wydaje się, że powrót do szkół czy na studia może spowodować wzrost nowych zakażeń do 1000-1500 osób dziennie, zajęcia łóżek szpitalnych do 3000 a respiratorów do 100, ale to ani nie załamie systemu służby zdrowia, ani nie przeszkodzi coraz normalniej żyć, aż przyzwyczaimy się psychicznie do tego, że wirus jest, że możemy się zarazić, że trzeba uważać, ale nie panikować.


Trochę jak z komunikacją. Przyzwyczailiśmy się, że 40 tys. ludzi jest rannych rocznie, że 3 tys. umiera na drogach, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby jeździć w odstępie 100 m, albo robić tylko drogi jednokierunkowe. Przyzwyczailiśmy się, że wypadek a nawet śmierć jest jakąś ceną zapłaconą za całe dobro komunikacji. W pewnym sensie ofiary wypadków są poległymi za wolność komunikacyjną. Podobnie może być z wirusem. Będziemy próbować się chronić, pilnować określonych zasad, ale prędzej czy później społeczeństwo jako takie przyzwyczai się do możliwości zachorowania a nawet śmierci. I zrobi to za cenę wolności społecznej, zgromadzeń, psychicznego spokoju, bo na dłuższą metę nie da się żyć w lęku.


Każdy ma swoje doświadczenia, ale z moich obserwacji wynika, że największym problemem aktualnie nie jest możliwość zakażenia się, tu trzeba być zawsze roztropnym, ale największym problemem jest, byśmy przestali się bać.
Ale to tylko taka moja luźna matematyczno-obywatelska refleksja na początek roku szkolnego.

Podobne