KsiądzKazaniaPasyjne3. Dlaczego rzuciła na mnie takie oszczerstwo?

3. Dlaczego rzuciła na mnie takie oszczerstwo?

Cierpienie dobrego imienia (Mt 26, 57–67)

Jest noc. Jerozolima śpi. Tysiące pielgrzymów przybyłych z całej Palestyny na święto Paschy pogasiło już oliwne światła. Nastała głęboka cisza. Wnet jednak daje się słyszeć gwar. Oto od Góry Oliwnej spory oddział żołnierzy i uzbrojonej w miecze i kije straży świątynnej prowadzi skrępowanego człowieka. Idzie on boso. Z szyi zwisa mu długa pętla utrudniająca oddychanie. Tak prowadzono oskarżonych. Tak też zapewne Jezusa.

Musieli przejść aż do zachodniej części miasta. Tam znajdował się pałac Kajfasza. Najpierw jednak zapukali do drzwi Annasza. Był on teściem Kajfasza. Choć kiedyś przez 9 lat był arcykapłanem teraz nie miał prawa sądzić Jezusa. Tu Chrystus dostaje pierwszy policzek. Rozmowa z Annaszem, o której pisze św. Jan Ewangelista nie trwa długo. Bowiem w domu Kajfasza czekają już niecierpliwi żydzi. Arcykapłan 18 lat sprawuje rządy. Musiał uchodzić za tego, który umie zorganizować wszystko i nigdy nie przegrywa. Nikt bowiem nie był w owych czasach tak długo arcykapłanem jako on. Kajfasz. Wiedział komu się podlizać i za ile. Mieszkał niedaleko teścia. To u niego zebrała się wysoka Rada, nazywana także Sanhedrynem.

Liczyła ona 70 osób, plus arcykapłan. Żeby przegłosować wyrok śmierci wystarczyła obecność 23 członków Rady. Wszystko już było dograne, skoro o tej porze byli obecni członkowie sądu żydowskiego.

W skład Rady wchodzili przede wszystkim arcykapłani, tzn. ci, których kiedyś wybrano arcykapłanami, ale później zniesiono ich z tego urzędu.

Poza arcykapłanami w Radzie zasiadali tzw. starsi. Byli to bardziej zamożni obywatele żydowscy.

Sporą grupę w Radzie stanowili tzw. uczeni w Piśmie. To prawnicy, teolodzy, ludzie doskonale znający się na Prawie Mojżeszowym, dbający o to, by poprawnie uczyć nowe pokolenia izraelskie wiary w jedynego Boga.

Wysoka Rada wcale nie myślała sądzić Jezusa. Już z góry mieli uplanowany wyrok. Przecież dobrze wiedzieli, że nie można sądzić w nocy, że nie można sądzić bez obrońców. Mimo wszystko chcą jednak zachować pozory prawa. Postarali się o świadków. Oczywiście fałszywych, bo prawdziwi nie powiedzieliby nic złego o Jezusie. Co więcej żydom zależy na kłamstwie. Ewangelia mówi, że szukali fałszywego świadectwa. Ale świadectwa nie były zgodne, świadkowie się plątają. Sytuacja robi się niezręczna. Nawet gdy oskarżają Jezusa o to, że chciał zburzyć świątynię – największy skarb narodu żydowskiego, na który nie można było ani słowa powiedzieć, nawet to świadectwo nie jest zgodne. Jezus milczy. Zarzuty padają. Nie są przekonywujące. Nie wytrzymał arcykapłan.

- Czy ty jesteś Synem Bożym? – zapytał.

Teraz Jezus nie może milczeć. nie odzywał się, gdy stawiano głupie zarzuty. Teraz chodzi o podstawową prawdę.

- Tak jestem Synem Bożym, ale zobaczycie mnie kiedyś jako równego Bogu, gdy będę was sądził przychodząc z nieba.

Arcykapłan na to czekał. Rozdarł szaty na znak oburzenie. Jak śmie Jezus nazywać się Mesjaszem, Synem Bożym, to bluźnierstwo!

O ironio! Tysiąc lat czekali żydzi na Mesjasza, a kiedy stał przed nimi i przyznał się, że jest wysłany przez Boga nazwali Go kłamcą.

Wyrok zapadł. Choć nie było wolno w tym samym dniu wydawać wyroku, co oskarżono. Żydzi jednak nie liczą się z prawem. Wszystko zrobią, żeby zniszczyć niewygodnego Jezusa. Nie mogą jednak Go ukrzyżować. Dlaczego?

Otóż od dziewięćdziesięciu lat Palestyna jest w rękach Rzymu. Od 6 r. p.n.e. rządy w Palestynie sprawują prokuratorzy Judei, zwani też namiestnikami. Oni jedni mają prawo wydać lub zatwierdzić wyrok śmierci.

Było zapewne parę minut przed godziną szóstą. Wczesny kwietniowy poranek. 1300 kroków dzieliło pałac Kajfasza od twierdzy Antonia. Przeszli wąskim uliczkami miasta przecinając dzielnicę Akra i posuwając się obok zachodnich murów świątyni Jerozolimskiej. Stanęli przed rezydencją namiestnika. W tym pamiętnym roku prokuratorem był Poncjusz Piłat. Już 7 lat sprawował rządy nad Palestyną. Zazwyczaj mieszkał w nowo wybudowanej luksusowej Cezarei Nadmorskiej, ale na święta zawsze przybywał do Jerozolimy, żeby dopilnować porządku. Nie spał. Rzymianie wstawali wczesnym rankiem do pracy. W ten pamiętny piątek miał trochę roboty. Musiał osądzić dwóch barbarzyńców posądzonych o rozboje a teraz jeszcze przyprowadzono mu Jezusa.

Żydzi wysunęli zarzuty. Wiedzieli, że Piłata nie obchodzi ich Mesjasz. Dlatego oskarżyli Chrystusa o to, że podburza naród i odwodzi od płacenia podatków. Kto by pomyślał, że Żydzi tak chętnie płacili podatki!

Proces u Piłata się przeciąga. Nie był wzorowym władcą, ale bronił się przed bezprawiem. Piłat szuka wykrętów. Nie chce decydować w niejasnej sprawie. Odsyła do Heroda, porównuje z Barabaszem, próbuje zmienić karę śmierci na biczowanie, liczy na ludzkie uczucia wyprowadzając Jezusa w cierniowej koronie. A jednak. tłum jest bezlitosny. Czy po to Jezus otwierał niemym usta i rozwiązywał im języki, żeby teraz mogli mówić: „Ukrzyżuj Go?!”.

Jest około godz. 11. w piątek. Proces się przeciągnął, ale wyrok zapadł. Najbardziej niesprawiedliwy w dziejach świata. 2000 lat później żydowskie czasopismo „Jeruzalem” zamieści takie słowa:

„Wyrok ten był jednym z najstraszliwszych błędów, jakie popełniała ludzkość”.

Piłat bał się. Żydzi zaszantażowali go. Gdyby nie zatwierdził wyroku, powiedzieliby cezarowi, że wypuszcza na wolność buntownika Rzymu, więc nie jest przyjacielem cesarza. Świetne kłamstwo! Ale Piłat zrobi wszystko, żeby się utrzymać na stołku.

A Jezus cierpi. Fałszywi żydzi, fałszywi świadkowie, fałszywe oskarżenia, fałszywe poinformowanie Piłata, niesprawiedliwe zatwierdzenie wyroku. Czego się nie robi, żeby zabić wroga...

 

Drodzy bracia i siostry!

Te sceny Ewangelii odsłaniają nam jedno z najbardziej niesprawiedliwych i bolesnych cierpień, jakie człowiek spotyka w życiu – cierpienie dobrego imienia.

Jak to jest z tym cierpieniem?

Najbardziej bolesnym cierpieniem tego rodzaju jest fałszywe świadectwo. Może dzisiaj niewiele jest takich przypadków, żeby ktoś włóczył sąsiada po sądach i wymyślał na niego nieprawdę, ale na pewno nie brak codziennego kłamstwa, któremu na imię oszczerstwo.

Nawymyślają niektórzy niestworzonych rzeczy o jakimś człowieku, a później można latami czekać, żeby naprawić swoja opinię.

Kolega zakochał się w dziewczynie. Normalna sprawa. Ale miłe koleżanki tak były zainteresowane i zazdrosne, że naopowiadały tej dziewczynie, z jakiej to on rodziny pochodzi, jak to w domu biednie mają urządzone, a co robił wieczorami, a że taki jest w szkole, a jego ciotka to jędza, itd. itd. Choćby dziewczyna była święta, to zawsze pozostanie w jej sercu negatywny obraz swojego chłopaka.

Cierpienie oszczerstwa potrafi bardzo zranić serce. Bóg mówi do proroka Ezechiela:

Są u ciebie ludzie rzucający oszczerstwo w celu zabijania.

Przypomnijmy tutaj, że Bóg jasno powiedział:

Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu!

 

Bardzo częstym cierpieniem dobrego imienia jest obmowa.

Było to jakoś w jesieni 1990 r. Jechałem do szkoły autobusem. W Maniowach wsiadła moja znajoma. Zaczęliśmy pogawędkę. Ale po kilku minutach przeszliśmy na gorący wtedy temat. Oto jeden z chłopaków – zresztą znaliśmy go z widzenia – dowiedział się, że jest ojcem. Był w maturalnej klasie. Jego mama była dość znaną osobą. Sytuacja była głupia. Chłopak zresztą nie był wcale idealnym dzieckiem. I tu żeśmy zaczęli z tą koleżanką opowiadać, jakie to on numery wyprawia w szkole i po lekcjach. Tydzień wcześniej zdawał z jęz. rosyjskiego na mierny i to tak, że cała klasa uśmiała się na dobre. I tak jadąc do szkoły obsmarowaliśmy jednego prawie dorosłego chrześcijanina. Po kilku minutach mówię do koleżanki:

- Staszka – powiedz mi, na której ulicy on mieszka?

- Nie pamiętam – mówi do mnie.

- Ja też nie mogę sobie przypomnieć, ale chyba gdzieś koło kościoła.

I wtedy słyszę głos zza moich pleców:

- Ja wam powiem, gdzie mieszka, bo jestem jego matką.

Już nie padło ani jedno słowo. Dwa tygodnie w ogóle nie mówiłem o ludziach. Ale do dziś czuję, jak musiało się zrobić przykro kobiecie, która przecież swojego syna.

Cierpienie obmowy boli bardzo. Dlatego nie można mówić nawet prawdy o drugim człowieku, jeśli ona boli, jeśli jest wypowiadana bez jego zgody. Owszem, gdybyśmy zeznawali w sądzie jako świadkowie, to wtedy trzeba mówić prawdę. Albo, jak pani w szkole widzi, że Jasiu się uczy kiepsko a jeszcze gorzej sprawuje, to musi powiedzieć o tym rodzicom.

Wiem, że jest pijak, wiem, że odszedł od żony, wiem że dobił dziecko, wiem, że przeklinał wczoraj, ale po co o tym mówić? I nie daj Boże mówić poza plecami. Pomyśl? Czy to co mówisz o panu Iksińskim, mógłbyś mu powiedzieć w 4 oczy? Jeśli nie, ugryź się w język.

„Żeby przypadkiem nie było wśród was obmów!” - pisze św. Paweł.

O św. Pawle! U na są nie tylko przypadkiem!

 

Najmniej szkodliwe, ale chyba najczęstsze cierpienie sprawia plotka. Po prostu niepotrzebnie gada się o niepotrzebnych sprawach.

I tu miałbym bardzo wielką prośbę do starszych pań. Owszem, jest to grzech, który nas wszystkich dotyczy, ale nie bez powodu mówi przysłowie, że do rozmowy między kobietami trzeba 3 kobiet: dwóch, które rozmawiają i trzeciej, o której się rozmawia.

Jest coś takiego, że jak przeszła taka pani na emeryturę lub rentę, dzieci wychowała, chłopa pochowała, a jak go ma, to już ją nie cieszy, no i wtedy dawaj! Wsuwa buty, albo bambosze, bierze płaszcz, albo chustę, otwiera drzwi i leci! – do sąsiadki.

A słysałaś? Jaki on wcoraj przysed pijany?

Oj, wiera!

A wiys, co on swojij babie zrobił?

Te! A on mo dziecko z kiym innym.

A jej kuzynka to juz z trzeciym dzieckiym chodzi.

A na co jij tyle? Nie umiy se poradzić?

A nie słysałaś co godają o Ksiyndzu? E, słysałaf...

Niewiasto! Żeby nie powiedzieć „babo”! Co ciebie to obchodzi! Co ciebie to obchodzi!

To trzeba mocno powiedzieć i wybaczcie kochani, że powiem.

Ile łez ludzie wylali już z powodu tego, że jedna z drugą zamiast myśleć o śmierci i przesuwać paciorki różańca i wnuki pilnować, to chodzi jak Expres wieczorny albo Kurier poranny i jedzie językiem na piątym biegu, a wścibska, że hej!

Sami sobie robimy piekło a później mamy pretensje do Boga. Jeszcze przyjdzie taka później do kościoła i będzie śpiewać:

„Gdzie miłość wzajemna i dobroć!”

Jest takie stare i może znane wśród was opowiadanie. było to w XVI w. Pewna hrabina przyszła do św. Filipa Neri do spowiedzi. I wyznaje grzechy języka. Święty za pokutę kazał jej rozrzucić worek pierza, gdy będzie wiał wiatr. Po pewnym czasie dama znów stoi u krat konfesjonału i znów wyznaje te same grzechy. Wtedy Święty mówi jej, żeby pozbierała te piórka, co ostatnio rzuciła na wiatr. Hrabina nie powiedziała ani słowa. Kronikarze piszą, że już na zawsze przestała plotkować i obmawiać.

Weźmy to sobie do serca, bo łatwiej jest wypuścić z ręki wróbla niż go złapać.

Kochani! Zapytajmy teraz, skąd się biorą te cierpienia dobrego imienia, cierpienia z powodu oszustw, obmów i plotek.

Źródłem tych cierpień jest zawsze człowiek.

Jeżeli nie lubię koleżanki w pracy, pani w szkole, kuzyna w rodzinie, jeśli wręcz nienawidzę go, to zawsze z radością wezmę go na język, nawymyślam o nim, żeby go poniżyć. Źródłem tego cierpienie jest nienawiść.

Obmówił cię ktoś? Nie jest ważne co powiedział, ważne i bolesne jest to, że ciebie nie lubi a może i nienawidzi.

Dlaczego?

Często jest tak, że sąsiad zazdrości sąsiadowi pola, samochodu, żony i będzie się mścił. Nie zabije, bo by poszedł do więzienia, więc oplotkuje, obmówi, rzuci oszczerstwo, nawymyśla historyjek i zadowolony, że sąsiad poniżony.

Zazdrość. Gdyby jej nie było, nie byłoby połowy oszczerstw i obmów. Żydzi również zazdrościli Jezusowi tego, że ludzie chodzą za Jezusem a nie za nimi i dlatego postanowili go zabić, wymyślili o nim fałszywe oskarżenia a swego czasu nawet nazwali belzebubem, tj. szatanem.

Drodzy bracia i siostry!

Można kogoś nie lubić, można zazdrościć. Jak go widzę to mi się źle robi. I to może nie być jeszcze grzech. Dramat zaczyna się wtedy kiedy nie umiem zachować to w sercu.

Pilnujmy swojego języka.

Co to za człowiek co samochodem kieruje a językiem nie potrafi?

Co to za człowiek co zwierzęta oswoił a swojego języka nie umie opanować?

Co to za człowiek, co chwali się językiem angielskim, niemieckim czy francuskim a po polsku z miłością nie potrafi przemówić?

Język jest wielki darem i chwała Bogu za to, że możemy mówić. Ale język jest też wielkim niebezpieczeństwem.

„Uderzenie języka łamie kości”

– pisze starożytny Syracydes, a św. Jakub powie o języku;

„Oto mały ogień a jak wielki las podpala”.

I dziwi się św. Jakub. czy może z jednego źródła płynąć woda słodka i gorzka? No, nie może. To dlaczego z jednych ust padają słowa wychwalające Boga i przeklinające bliźniego? „Tak być nie może, bracia moi” - kończy św. Jakub.

Co więc robić?

Drodzy parafianie stojący przed krzyżem Chrystusa?

Co robić, gdy mnie oplotkują, gdy obmówią, gdy rzucą oszczerstwo? Co robić, gdy serce boli od uderzenia językiem?

Pierwsze – to nie przebywać w towarzystwie, gdzie dużo się plotkuje. Stare hiszpańskie przysłowie mówi:

„Kto plotkuje z tobą, będzie plotkował i o tobie.”

Zmieńmy sobie przyjaciół. Jest dość porządnych ludzi.

Po drugie – nauczmy się milczenia. Jezus milczy. Tyle mu zarzucali. Nie powiedział ani słowa Herodowi a przed Kajfaszem i Piłatem odezwał się tylko wtedy, jak pytali o rzecz najważniejszą, o to, kim On jest. Jezus uczy milczenie. Nie ma co się bronić, bo zaraz powiedzą. Widzisz. Gdyby nie było prawdą, to by się nie usprawiedliwiał.

Badania socjologiczne wykazały, że szczęśliwe pary małżeńskie rozmawiają ze sobą 27 min. dziennie. Natomiast te, które są blisko rozwodu 120 min.

Kochać, to nie znaczy gadać.

Po trzecie – rozglądnijmy po świecie. Czy nie ma innych tematów jak: ludzie? Ile minut rozmawialiśmy w tym tygodniu o plotkach a ile o Bogu?

Jeden z filozofów powiedział, że ludzie dzielą się na trzy kategorie:

- wybitni mówią o problemach,

- przeciętni o wydarzeniach,

- mali o bliźnich.

Pewno, ze nie można cały czas mówić o położeniu Sri Lanki czy I wojnie światowej, ale jak ktoś potrafi tylko podglądać sąsiadów, to naprawdę jest ograniczony.

Po czwarte – spójrzmy na samych siebie. Zobaczmy, że w nas jest wiele dobra, darów i talentów. Bo jak człowiek widzi w sobie tylko zło, to mu głupio, że inny jest lepszy i chce go poniżyć. Odkryjmy w sobie i w innych bogactwo prawdziwego dobra a wtedy nie będziemy zajmować się kłamliwymi ciekawostkami.

Najważniejsza jest jednak piąta sprawa, która niech będzie pierwszą w naszym życiu. Zanim powiemy słowo o drugim człowieku przypomnijmy sobie to, co powiedział Chrystus:

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich najmniejszych Mnieście uczynili.”

Cokolwiek powiem na sąsiada, na kolegę powiem na Chrystusa. Choćby leżał w błocie, choćby wyparł się wiary, choćby ciebie przeklął. Jest obrazem Boga. Może grzech zamazał całkiem w nim postać Chrystusa, ale On tam jest i cierpi, jeśli ty dobijasz Go swoim słowem.

Ukochani! Czas na zakończenie.

Wszystko kiedyś wyjdzie na jaw. Nie oszukujmy siebie ani innych. A jeśli przyjdzie czas cierpienia dobrego imienia, jeśli ludzie zejdą się przeciw nam, popatrzmy na krzyż i powiedzmy: Panie! Ciebie też oskarżyli. Naucz mnie milczeć, naucz być cierpliwym, naucz mówić tylko prawdę i choć trochę pomóż mi uwierzyć, że w każdym człowieku jesteś Ty obecny!

Za tydzień staniemy przed cierpieniem Jezusa odrzuconego przez naród, by popatrzeć na cierpienie samotności babci, żony, chłopaka, na krzyż opuszczenia i niezrozumienia.

Na zadanie domowe jest propozycja. Nie mówmy dzisiaj źle o drugim człowieku. Jak ktoś wytrzyma do jutra, to niech jutro również nie obmawia, jak ktoś wytrzyma 3 dni to jeszcze lepiej. A może ktoś do następnej niedzieli nie wypowie żadnego złego słowa o drugim, choćby było prawdziwe?

Postarajmy się ulżyć cierpieniom ludzi i mieszkającego w nich Chrystusa. A dziś na koniec podziękujmy Bogu za to, że jest tak bardzo cierpliwy wobec naszych grzechów języka:

Chwała Ojcu i Synowi...

Podobne