Menu Zamknij

Kilim Mamy

Pogrzeb Wiktorii Węgrzyniak

Mizerna 15.12.2025

Dni moje lecą jak tkackie czółenko, i kończą się, bo braknie nici. (Hb 7,6)

Mama była tkaczką ponad 30 lat. Najpierw w Korytniance na Podbrzeziu a potem w Cepelii w Nowym Targu robiła kilimy jak wiele kobiet z Mizernej i okolicznych wiosek. W górnej części warsztatu tkackiego zawieszony był wzór, którego trzeba było się trzymać, żeby kilimy były takie, jakie miały być. Wzory były różne, łatwiejsze i trudniejsze, do krótszych i dłuższych kilimów. Ilość włóczek czy wełny przekładała się na milimetry. Jak się pomyliła, trzeba było pruć i czasem na marne poszło kilka godzin pracy.

Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Wzór Boga wypisany jest w naszych sercach, rozpoznawany na kartach Biblii, sugerowany na pulpitach Kościoła a my, mniej lub bardziej świadomie tkamy taką wersję życia, jaką poznajemy i jaką Bóg zawiesił nam w dniu poczęcia.

Patrząc na skończony cztery dni temu kilim życia mamy, Wiktorii Węgrzyniak a rozpoczęty 15 listopada ‘39 r. w domu Zązlów, można zobaczyć siedem podstawowych nici.

1. Nić porządku

Bóg nie jest Bogiem nieładu (1 Kor 14,33) – pisze św. Paweł.

Stworzył niebo i ziemię, poukładał słońce i gwiazdy, zwierzęta i ptaki. Porozdzielał ziemię od wody i dzień od nocy, żeby wszystko miało swoje miejsce, czas i zadanie.

Ten element boskiego wzoru był bardzo widoczny u mamy. Czy to w pracy (pobudka o piątej, krowy i stajnia, kanapki dzieciom, wyjazd do pracy w mieście, po powrocie pole i dzieci na wieczór), czy w rozkładzie modlitwy, czy przy ćwiczeniach, które wykonywała jak już nie mogła chodzić (bo jak dwa, trzy dni nie ćwiczę, to potem nogi jeszcze słabsze), czy dzieląc majątek u notariusza albo i emeryturę (to kieszonkowe, to imieniny, a to na wypominki), czy to przygotowując się na pogrzeb (grób, pieniądze na stypę, na gregoriankę, na ubranie, nawet wybór zdjęcia na nagrobek).

Św. Jan napisze: Na początku było słowo – Logos. Logos, przez który wszystko się stało, to nie tylko słowo, to sens, to myślenie, to logika.

Pięć lat temu jak powiedziałem mamie o budowie domu, zareagowała z oburzeniem, nie dlatego że jestem księdzem, ale że jestem za stary. Po tygodniu mówi: „Wiesz przemyślałem to i w naszej wsi przynajmniej trzech chłopów zbudowało dom jak byli starsi, to może nie jesteś aż tak stary.”

Świat stoi na porządku a porządek jest zawsze logiczny. I ta boska nić przewijała się u mamy we wszystkim. Pracowity i logiczny porządek.

2. Nić nowoczesności

Porządek nie znaczył zamknięcia na zmiany. Tak jakby mama znała słowa Jezusa o „uczonym w Piśmie, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare” (Mt 13,52).

Nawet nie chodzi bodajże o pierwszą maszynę elektryczną do szycia we wsi. Ale np. sam fakt, że była zaręczona z sąsiadem. Cielę już rosło na wesele. Mimo to wzięła ślub cywilny z tatą, nie mówiąc o tym nikomu w domu. Pewno, że gadała z niedoszłą teściową. Szacun dla niej, że ta powiedziała: „Wikciu, ja bym chciała mieć taką synową, ale słuchaj swojego serca”. I szacun dla niedoszłego, że choć na ślub mamy z tatą nie przyszedł, to na swój zaprosił ich obu. Ale taki numer? W 1961 roku?

A Fejsbuk? Od 2018 roku miała konto i znając mamę, pewno wchodziła codziennie. Czasem kliknęła przez przypadek dodając kogoś do znajomego czy go usuwając, ale You Tube, Facebook, Radio Maryja, moja strona. To musiało działać.

Miesiąc temu. Mama nie chce nic na urodziny. Ani kwiatków, ani alkoholu, ani innych prezentów.

– Mamo, powiedzcie nam szczerze, co byście chcieli na urodziny i jakie ma marzenie kobieta, jak kończy 86 lat.

– Ja to bym tylko chciała, żeby Internet dobrze chodził.

Otwartość na nowe to jest boska nić. Sam Przedwieczny mówi w Apokalipsie «Oto czynię wszystko nowe». (Ap 21,5).

3. Nić gościnności

Przestrzegajcie gościnności. (Rz12,13) – pisał Paweł do Rzymian.

Nie zapominajcie też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę. (Hbr 13,2) – tak do Hebrajczyków.

W domu zawsze byli ludzie. Mieszkając z teściami w Maniowach, czy na Mizernej ze swoją mamą i teściową, wnuki, ciotki, wujkowie przyjeżdżali, co było naturalne. Ale do tego zelatorka róży różańcowej i comiesięczne modlitwy w domu przy herbacie i cieście. Przyjmowanie wycieczek z Orbisu a na lato oazy. A z oazy zawsze w domu u nas mieszkał ksiądz. Ciasto i mleko, kartki na święta do księży. Raz poprosiła, żebym ja to zrobił, ale że napisałem „życzymy księdzu wszelkiego dobra na wyżynach niebieskich w Chrystusie”, to musiała poprawiać. Obowiązkowy podwieczorek dla księdza et consortes na kolędzie. Uczenie wierszyka na imienny księży i przygotowanie kwiatka. Szykowanie jedzenia i picia dla 100 osób, które przywoziłem przy okazji rekolekcji. Do tego pomoc na weselach, na plebanii. I to ciągłe nastawienie, żeby ludzie nie byli głodni. Nie bez powodu umarła podczas kolacji z okazji 18-letnich urodzin wnuka. Są goście. Jest gościna. Nie bez powodu ostatnie zdanie, które usłyszałem od mamy było: „idźcie  na dół na kolację”.

Nić gościnności jest bardzo boska, bo przecież cały świat powstał z tego, że Bóg  nie chciał zamknąć się w sobie. I ona się wraca. Czy to gdy jeden z księży zostawił gitarę: ma pani dzieci, może im się przyda. Nauczyli się wszyscy. Inny w Lyonie gościł mnie przez miesiąc w czasie kursu francuskiego. A bp Adam Bałabuch napisał w piątek: „Zapewniam o modlitwie w intencji zmarłej mamy Wiktorii, od której swego czasu doświadczyłem wiele dobra.”

4. Nić modlitwy

Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie (Łk 21,36) – powie Jezus.

Nieustannie się módlcie. (1 Tes 5,17) – pisze św. Paweł.

Mama mamy była zelatorką już w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Po jej śmierci, przez 40 lat Wikta zajęła jej miejsce. Zmianka różańcowa to w domu była normalność. Ale to tylko dziesiątka. Mama odmawiała cztery części różańca, bo za każde dziecko jedną. Do tego Msza św. codziennie (wysłuchana, bo już od wielu lat chodzić nie dała rady), Koronka i dodatkowe modlitwy do Ducha Świętego, bo Ci się przydadzą. Nie widziałem nigdy w życiu tak zużytej książeczki do modlitwy, jak u mojej mamy, aż głupio wydawało się wkładać taką do trumny. Tak samo różaniec. Ten sam od ponad 40 lat  przywieziony przez siostrę Helenę ze Stanów. I strona Radia Maryji, ostatnia otwarta na używanym tablecie. I nigdy za siebie. Zawsze modlitwa za innych. „Bo ja już nic nie potrzebuję”. I koniecznie musiała wiedzieć, gdzie mam rekolekcje, albo kazania, żeby każde omodlić. Kiedy odprawiałem Mszę św. u mamy, wzruszało mnie niezmiennie jak w czasie podniesienia Ciała i Krwi Pańskiej mówiła półgłosem: „Jezu dla Ciebie żyję, Jezu dla Ciebie umieram, Jezu, Twoją jestem w życiu i przy śmierci”.

Mało elementów w naszym życiu jest tak boskich jak modlitwa.

Była też troska o modlitwę innych. Przyjeżdżam na święta z Rzymu. Mama mówi, jest problem, bo twój brat Jasiek nie chodzi na Gorzkie Żale.

– Jaki problem? – mówię – przecież Gorzkie Żale są nieobowiązkowe

– Ale kto to widział nie chodzić na Gorzkie Żale!

– Ale przecież do kościoła chodzi, modli się, chodzi na rekolekcje

– Ale żeby nie chodzić na Gorzkie Żale?

– Mamo a czy Ty czytasz Pismo Święte?

– No wiesz, nie było takiego zwyczaju

– A nie powiesz tego nikomu?

– Czemu tak mówisz?

– Bo jak się kardynał dowie, że matka księdza, którego wysłał na biblistykę nie czyta Biblii, to mnie ze studiów ściągnie z powrotem. Bo skoro syn nie jest w stanie przekonać swojej matki do Biblii, to kogo przekona?

I mama, zamiast obiecać czytać Pismo, mówi:

– Nie powiem nikomu

Tłumaczyłem, że robię ją w konia, bo jest bardziej wierząca niż ja, ale chciałem Ci tylko pokazać, że są różne drogi do Boga i nie wszyscy muszą wszystko tak samo robić, bo nawet św. Augustyn nie odmawiał Różańca

5. Nić cierpienia.

W jego ranach jest nasze zdrowie – pisał Izajasz.

A św. Paweł ze swej strony dopełniam braki udręk Chrystusa w moim ciele dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. (Kol 1,24)

Swoje mama wycierpiała. Nikomu w życiu nie brakuje krzyży i nie chodzi o to, żeby wchodzić w szczegóły medyczne. Chodzi o podejście. Dzwonię może dwa, trzy lata temu, bo w czasie rekolekcji dostałem maila od zbulwersowanej osoby, jak śmiałem powiedzieć na ambonie, że w cierpieniu można zaufać Bogu. Sprawa poważna, bo podpisała się pani profesor.

– Mamo, pytam, jak Wy sobie radzicie z Panem Bogiem w cierpieniu

– Wojtek, każdy musi cierpieć. Jan Paweł II cierpiał, to co ja jestem lepsza? Jak mi bardzo ciężko, to narzekam, ale tak cicho, żeby tylko Pan Jezus słyszał, no i mam taką intencję, za którą ofiaruję to cierpienie, ale nie mów tego nikomu.

Cierpieć w cichości. Pokornie znosić bóle.

Patrzę na mamę i podobne babcie, nie tylko w Mizernej, które tak uczą cierpieć jak nie nauczy nas żadna szkoła ani uniwersytet. A przecież każdy krzyż zawieszony w kościele, w domu, na szyi, postawiony przy drodze przypomina, że nić cierpienia może być i jest drogą do zbawienia.

6. Nić świętości

Pan Bóg zachęcał:Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (Kpł 11,44)

O Nim się mówi „Święty, Święty, Święty Pan Bóg Zastępów” (Iz 7,3)

– Mamo, będziesz święta – zagaduję.

– Ee, święta to nie.

– Musisz być święta, bo tylko święci będą w niebie.

– W niebie to bym chciała być, ale że święta to nie.

Dużo trzeba nam jeszcze poprawić kazań, żebyśmy uwierzyli w powszechne powołanie do świętości, ale coś co mnie bardzo uderzało w postawie mamy to byłe niezgoda na grzech.

Przyjechała wycieczka. W dzień, w jednym z pokoi słychać za drzwiami baraszkowanie. Kierowca z pilotką.

– Czy jesteście małżeństwem?

– A co to Panią obchodzi?

– A obchodzi. W moim domu takich rzeczy nie będzie się robić.

Heniek przyjechał z koleżanko-dziewczyną. Mama decyduje: Dziewczyna będzie spać na piętrze, Heniek w suterynie, mama na parterze przy otwartych drzwiach.

– Mamo, ale przecież w Krakowie to będą przecież mogli spać jak chcą

– Ja jestem odpowiedzialna za to co w moim domu

Rok 1999. Przyjeżdżamy do Mizernej z oazą z Krakowa na Ruczaju na ferie zimowe. Młodzież mieszka po domach. Ja i diakon u mamy. Po modlitwach wieczornych podchodzi dziewczyna i pyta:

– Czy może ksiądz ze mną porozmawiać, ewentualnie mnie wyspowiadać?

– Nie ma problemu. Siadamy pod ścianą, gasimy światło, zostawiając jeden mały kinkiecik i gadamy.

– Gdzie jest Wojtek? Pyta mama diakona. A został w remizie z jakąś dziewczyną

Rozmowa zamieniła się w spowiedź. Na końcu spowiedzi, chcąc podnieść na duchu dziewczynę przytuliłem ją z  całego serca do siebie. I w tym momencie wchodzi moja mama. Pierwszy raz w życiu chyba usłyszałem, że mama umie przykląć.

Ta nić troski o świętość nie bawiła się w dyplomację.

Bp Robert był na wizytacji w Mizernej. Odwiedził Mamę. Mama do mnie potem: ten biskup to taki pokorny człowiek, nie tak jak ty… albo innym razem: „Wojtek, a ty w ogóle to masz czas na modlitwę?”

Ks. Władysław Zązel, którego prapradziadek Wawrzyniec był bratem Wojciecha prapradziadka mamy, składając kondolencje mówił to samo o swojej mamie („prowodź się jakoś” mówiła do niego, albo „a pociorki już zmówiłeś?”) i przypomniał słowa Klemensa Niegłosa, proboszcza z Harklowej, Vianneya Podhala: „My księża to możemy być różni, ale nasze mamy są na pewno święte.”

7. Nić przygotowania do śmierci

Kard. Ryś dzwoniąc z kard. Krajewskim z Rzymu z kondolencjami powiedział: „każdy z nas to przeszedł, odejście mamy”. I pewno każdy z nas z dzieci, spodziewał się kiedyś tam  odejścia mamy. Ale na to odejście najbardziej chyba była przygotowana mama. Jakby wzięła sobie do serca  Jezusowe: Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny. (Mt 25,13).

Więc czuwała a motyw śmierci i pogrzebu pojawiał się w domu często.

Po pierwsze, przygotowanie grobu. Zrobić to przed śmiercią. Żeby grabarz się nie denerwował, jak dziadek w Maniowach, kiedy pomagał kopać groby w zimie.

Po drugie, oczekiwanie nieoczekiwanego. „O, żebym chociaż doczekała się prymicji. O, żebyś chociaż skończył studia w Rzymie zanim umrę. O, żebyś chociaż skończył studia w Jerozolimie. Pewno nie dożyję końca tych rekolekcji, tego wyjazdu pewno nie dożyję. A jakbym umarła, to nie przyjeżdżaj.” Były dwa zawały w 2008. Było bardzo ciężko 7 lat temu. Tylko w pandemii mama nie było gotowa na śmierć. Mówiła:

– Żebym tylko tę biedę przeżyła, to potem już mogę umrzeć.

A ostatnie dni? Zwłaszcza czwartek, dzień śmierci?

– Zostań, Maryś. Nie idź do szkoły.

– Haniu – dzwoni do cioci – Haniu, ja już odchodzę.

Zawołała księdza Romana z namaszczeniem chorych i Komunią. To nic, żeby był tydzień temu na pierwszy piątek.

– Ja mogę przywieźć Pana Jezusa wieczorem – mówię przez telefon – bo będziemy na Mszy i kolacji z okazji 18-tki siostrzeńca.

– Niech przywiezie ks. Roman.

Skąd umierający mają przeczucie? Ten motyw wraca przy kolejnych pogrzebach. Czy bliskość dusz czyścowych, za które często się modliła i zmarłych, którzy się jej śnili? Czy wymodlenie, że woli umrzeć niż być obłożnie chorą? Czy stała modlitwa i bliskość Boga?

Ta nić mówi, że można przygotować się do śmierci. Naprawdę można.

Dni moje lecą jak tkackie czółenko, i kończą się, bo braknie nici. (Hb 7,6)

Droga Siostro, Bracia, rodzino i sąsiedzi, przyjaciele i znajomi, kapłani zawsze szanowani przez mamę.

Jako dzieci, jesteśmy naprawdę wdzięczni za mamę, za kilim, jaki mama utkała ze swego życia. Prosimy Boga, by to co trzeba spruć, zrobił jak najmniej boleśnie, z pomocą modlitw, obecności na pogrzebie czy zamawianych Mszy świętych.

A my wszyscy tu obecni, mamy nadzieję, że ten pogrzeb pomoże nie tylko mamie, ale również nam, byśmy się przyjrzeli, co my właściwe w życiu robimy i byśmy tkali nasze życie według wzoru, jaki każdemu zostawił Pan Bóg.

Opublikowano wO co chodzi, Pogrzebowe