Menu Zamknij

Święto paradoksów

Wielkanoc

To jest święto paradoksów.
„Para” w jęz. greckim może znaczyć „obok czegoś, wbrew czemuś”,  a „doksa” – „oczekiwanie, opinie, przypuszczenie”. Stąd „paradoksos znaczy nieoczekiwany, niewiarygodny, niezwykły.
Czytamy np. w Księdze Judyty: „I zbiegli się wszyscy od najmniejszego aż do największego, ponieważ wydawało im się nie do wiary [paradoksalne!], że wróciła” (Jdt 13,13). To był paradoks, że wdowa poszła do obozu wrogów i nie dość, że wróciła żywa, to jeszcze obcięła głowę Holofernesowi. W księdze Mądrości autor wyznaje, że „co najdziwniejsze [paradoksalne], w wodzie, która wszystko gasi, ogień się wzmagał” (Mdr 16,17). Tak samo w Ewangelii „zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: «Przedziwne rzeczy [paradoksalne] widzieliśmy dzisiaj»” (Łk 5,26). Bo to był paradoks zobaczyć, że paralityk chodzi.
Słowo to było używane również jako zaszczytny tytuł dla wybitnych artystów czy atletów. Np. na widok mistrza mówiło się: „chaire, paradokse!” – „witaj niezwykły!”, „witaj, paradoksie!”

Wielkanoc. To jest święto paradoksów. Bo żadne święta nie są tak pełne rzeczy niezwykłych, nieoczekiwanych i niewiarygodnych jak historia Wielkiej Nocy.

Paradoks pierwszy. Umarł a przecież żyje.
Ukrzyżowali, przebili bok, pochowali. Jak coś czy ktoś umiera, to przecież nie żyje. Jesienny liść nie powstanie na wiosnę. Pies kochany, co się pożegnał ze światem, nie będzie już merdał ogonem. Ziarno obumarłe pozostanie obumarłe. I ludzie nie wracają po śmierci. Jak umarł, to umarł.
A jednak Jezus żyje. Nie tak jak Łazarz czy ci po klinicznej śmierci, którzy chociaż raz wskrzeszeni, jeszcze raz zostaną zakopani. Jezus żyje całkiem inaczej. Je i pije, przechodzi przez zamknięte drzwi, pokazuje się ludziom i pozwala dotykać niewiernym Tomaszom. I życie oddadzą – nie tylko rękę – za to, że to nie było żadne przywidzenie.
Jezus żyje! I to jak! Nieśmiertelnie! Ukaże się Szawłowi przed Damaszkiem, Faustynie w Krakowie i każdemu, kto uwierzy w słowa: „To jest ciało moje”.

Paradoks drugi. Nie ma Go, ale mówi się o Nim jakby był.
Nie ma Go w domu Korneliusza w Cezarei. Nie ma Go w Kolosach. Nie ma przy piszącym do nich listy Pawle. Nie ma w Ewangelii. Ani w grobie, ani na zewnątrz. Ani przy Marii Magdalenie, ani tam gdzie Jan i Piotr przeszukują płótna. Nawet ukuło się wielkanocne powiedzenie: „Nie ma go tutaj”.
Nie ma Go, a jednak mówi się o Nim, jakby był.  Piotr tłumaczy w domu Korneliusza, że Bóg wskrzesił Jezusa i ustanowił go sędzią żywych i umarłych. Paweł pisze do Kolosan, że Chrystus przebywa w górze, po prawicy Boga. Maria Magdalena wie, że Jezus jest, tylko nie wie, gdzie go zabrano. Piotr i Jan biegną jak do tego, który okazał się „jestem” w grobie, wtedy kiedy z grobu zniknął. Jan „ujrzał i uwierzył” (J 20,8). Ujrzał chociaż nie zobaczył. Uwierzył chociaż nie dotknął. Szczęśliwy. „Błogosławieni ci, którzy nie widzieli a uwierzyli” (J 20,29).

Paradoks trzeci. Nie pokazał się tym, którzy mówili, że nie żyje.
Mógł ukazać się Piłatowi czy Herodowi. Mógł przyjść na zebranie Sanhedrynu. Mógł objawić się żołnierzom, kiedy rozgłaszali za pieniądze, że Jezusa uczniowie wykradli. Mógłby pojawiać się za każdym razem, gdy ktoś mówi, że Boga nie ma.
A jednak wybrał całkiem inną drogę. Piotr tłumaczy w Cezarei, że Bóg pozwolił Jezusowi „ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzy z Nim jedliśmy i piliśmy po Jego zmartwychwstaniu”. Paweł pisze do Koryntian, że Jezus „ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim Apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.” (1 Kor 15,4-8). Ewangelie jeszcze powiedzą o tym, że widziała Go Maria Magdalena i uczniowie idący do Emaus. Tradycja mówi również o spotkaniu Jezusa z Matką.
Przed śmiercią mogli Go zobaczyć tylko ci, którzy żyli w tamtym czasie i na tamtej ziemi. Po śmierci mogą Go zobaczyć tylko ci, którzy żyją tą samą wiarą i w tej samej łasce.

Paradoks czwarty. Był słaby a dokonał rzeczy niemożliwej.
Nie pochodził z arystokracji ani wpływowego rodu. W Galilei nie rodzili się giganci a rodzice mu nie załatwili szkoły w Jerozolimie u rabbiego Gamaliela. Co prawda robił cuda i raz nawet powywracał stoły w świątyni, ale generalnie był tak słaby, że przy próbie aresztowania, tylko jeden sługa stracił ucho, bo nikt z Jego uczniów Go nie bronił.
A jednak ci co z Nim byli wiedzieli, że On chociaż cichy i pokornego serca, choć tak delikatny, że „trzciny nadłamanej nie złamie i nie do gasi tlejącego się knotka” (Iz 42,3), to jednak potrafi uciszyć burzę na jeziorze i legion złych duchów posłać na samo dno zbiornika. Już psalmista śpiewał o Nim – kamieniu, który odrzucony przez budujących, bo wydawał się mierny, stał się głowicą węgła, czyli najważniejszym kamieniem budowy domu (por. Ps 118,22). Niepozorny Baranek, cichy i niemy jak diabeł nigdy nie będzie potrafił, zwyciężył grzech, szatana i śmierć. „Przestań płakać!” – mówi Apokalipsa. „Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida” (Ap 5,5).

Paradoks piąty. Nie zmieniło się nic, a jednak zmienił wszystko.
Zwyciężył śmierć, a jednak nadal umieramy. Pokonał grzech a jednak, nie przestajemy grzeszyć. Zdeptał głowę starodawnego węża, a wcale nie widać, żeby Bóg rządził światem bardziej niż szatan i jego aniołowie.
Na ziemi nie zmieniło się nic. A jednak w niebie zmieniło się wszystko. I niebo stało się jak nigdy blisko każdego ziemianina. Czytamy w Apokalipsie: „I zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły.” (Ap 21,3-4). A Paweł napisze: „Nasza ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa” (Flp 3,20).

Paradoks szósty. Wydaje się, że chodzi o życie biologiczne a tu idzie o coś więcej.
Świętujemy dziś, że powstał z martwych. Cieszymy się, że ciało nie uległo rozkładowi. I ciągle mamy nadzieję na udane biologicznie życie. Nawet mówimy, najważniejsze jest zdrowie.
A jednak Piotr przypomina Korneliuszowi, że Jezus „uzdrawiał wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” i  że „każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów”. Paweł nie myśli o biologicznej śmierci pisząc do Kolosan: „Jeśli razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze” (Kol 3,1).
Chcemy dobrego, zdrowego życia. To jest ludzkie. Jezus jednak przynosi stokroć więcej. Ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny! To jest dopiero boskie!

Paradoks siódmy. Wydaje się, że nie możemy nic a wszystko zależy od nas.
Przychodzimy w Wielkanoc. Już tak przyzwyczajeni do zmartwychwstania, że nawet się nie dziwimy, że ktoś umarł i żyje. Śpiewamy „alleluja” trochę z radości a trochę z przekąsem, myśląc, że co prawda może to i Jezus powstał z grobu, ale co my mamy do tego. Nie zmienimy cierpienia, śmierci, świata i losu naszego.
A jednak ta wielkanocna historia pokazuje, że teraz wszystko zależy tylko od nas. To, co trzeba było zrobić ze strony Boga, zostało zrobione. Świat odkupiony. Bramy raju otwarte. Mieszkania w niebie bez kredytu. Możemy żyć jak boskie dzieci już teraz. Przecież już nawet czekają na nas święci kanonizowani i znajomych paru.
Wydaje się, że nie możemy nic a jednak to co najważniejsze zależy tylko od nas. „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mt 16,16). Czy my Korneliusze z Cezarei uwierzymy Piotrowi? Czy powtórzymy za psalmistą: „Nie umrę, ale żyć będę!” (Ps 118,17)? Czy razem z adresatami Pawłowego listu będziemy „dążyć do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi?” (Kol 3,2). Czy posłuchamy Marii Magdaleny i zaczniemy szukać Jezusa? Czy pobiegniemy z Piotrem i Janem tam, gdzie Go zostawiliśmy? Czy uwierzymy widząc tak mało, by pojąć całkiem wiele?
Bóg zrobił już wszystko, teraz wszystko zależy od nas: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.” (Ap 3,20)


Wielkanoc to święto paradoksów. Życzę Wam i sobie, byśmy i my stali się jednym z nich. Paradoksem życia wbrew wszystkim przygniatającym nas grobowym kamieniom. Z Jezusem. Bo z Nim – jak widać – paradoksalnie wszystko jest możliwe.

9.04.2023

Opublikowano w Świąteczne