44 lata temu byłem do pierwszej spowiedzi. Pamiętam dobrze nawet to, że zapomniałem powiedzieć dwóch grzechów, ale mama mnie w domu uspokoiła, że nic się nie stało. Pan Bóg wszystkie odpuścił.
Dziś mieliśmy spowiedź dzieci przed I Komunię. I tak słuchając te pociechy i myśląc o swojej pierwszej spowiedzi i tylu przeróżnych spowiedziach własnych, jest mi przykro z powodu coraz częściej pojawiajacych się haseł, by zabronić spowiedzi dzieciom.
Jedną z ważniejszych rzeczy w życiu człowieka jest umieć przyznać się do popełnionych błędów. I pewno każdy z nas pamięta, jak ciężko był nam, nawet małym dzieciom, przyznawać się do pewnych spraw w domu czy szkole. Konfesjonał był i pozostaje najpewniejszym miejscem, w którym człowiek uczy się przyznawać do błędów, wiedząc, że za samo przyznanie nie zostanie zahukany.
Dziecko ma grzechy jak dziecko. To nie jest tak, że mając 9 lat, dzieci nie wiedzą kompletnie co dobre a co złe. Przecież w domu słyszą to od najmłodszych lat, a szkoła ciągle uczy ich rozróżniania prawdy od kłamstw. Spowiedź kształtuje etyczny kręgosłup dziecka tak proporcjonalnie do wieku jak kształtowany jest kręgosłup intelektualny czy fizyczne ciało. Do dziś pamiętam, że w podstawówce przewodniczący klasy przepraszał w imieniu klasy wychowawczynię przed spowiedzią wielkopostną. Jakoś po tym byliśmy wszyscy trochę lepsi.
Powtarzanie, że dzieci są dobre i nie robią nic złego, jest o tyle paradoksalne, że przecież rodzice najczęściej denerwują się i narzekają na zachowanie dzieci.
Dziwnym też zarzutem jest atak na formułę spowiedzi. Pewno, że ta mówiona przez dziecko do ważności spowiedzi nie jest w 100% potrzebna, ksiądz zawsze też może naprowadzić w rozmowie, ale naprawdę to jest serio za dużo wymagać nauczenia się paru linijek na pamięć? Ile piosenek, wierszy, słówek angielskich uczą się dzieci przez pierwsze 3 lata szkoły, to miałoby być problemem, żeby nauczyli się paru zdań z religii?
Zarzuca się niepotrzebny stres. Pewno, że wszystko zależy od dziecka, ale jest przygotowanie, są rodzice, często znajomy ksiądz. Czy naprawdę zrezygnujemy z pobrania krwi u dziecka czy wizyty u stomatologa ze względu na stres? Po paru razach się przyzwyczai.
Też nie jest tak, że ksiądz wypytuje nie wiadomo o jakie rzeczy. Są przygotowania, nikt dzieciom nie wierci w brzuchu i nieraz widać nawet od razu radość wyspowiadanego dziecka.
Oczywiście, zawsze ktoś może opowiedzieć historie o przykrych spowiedziach, tak jak się opowiada o przykrości u lekarza, zachowaniu niektórych nauczycieli, czy nawet taty lub mamy. Ale czy z powodu przypadków mamy rezygnować z całego dobra?
Spowiedź jest pięknym elementem rozwoju duchowości, więzi z Bogiem, samoświadomości, umiejętności stawania w prawdzie, sztuką mówienia o tym, co czasem bardzo niewygodne. Dziękuję Bogu, Kościołowi i rodzinie, że dane mi było żyć w czasach, które nauczyły mnie jednać się z Bogiem i ludźmi również w konfesjonale.
I może to jest teoria z czapy, ale jakoś osobiście jestem przekonany, że wyszliśmy z komunizmu bez rozlewu krwi i potrafiliśmy się dogadać w społeczeństwie również dlatego, że większość Polaków wtedy się spowiadała. Ludzie w konfesjonale uczą się bowiem także przebaczania.
Zakazać dzieciom spowiedzi to jak zakazać rozwoju. Domyślam się, dlaczego niektórym na tym zależy, ale nigdy się nie zgodzę na zabieranie dzieciom tego, co nie tylko dla nich jest po prostu dobre.