Menu Zamknij

O Marcinie Majewskim

Często ludzie pytają, co myślę o prof. Marcinie Majewskim, więc, żeby się nie powtarzać, napiszę publicznie.

Po pierwsze, Marcina znam od 17 lat i bardzo go lubię. Sympatyczny, pomocny, skromny człowiek. Pracujemy w tej samej katedrze i oby tak dalej.

Po drugie, studenci zawsze byli zadowoleni z jego wykładów, zapraszany na konferencje, promujący magistrów i nie tylko.

Po trzecie, to co mówi nie jest żadną nowością w świecie biblijnym. O Ewangelii Judasza, o tym, że mogło nie być wyjścia z Egiptu, czy że Dawid może nie był postacią historyczną mówi się w biblistyce od lat. Książki są ogólnodostępne jak chociażby M. Liveraniego „Nie tylko Biblia” (oryginał z 2003 r.). Słuchałem o tym na wykładach w Rzymie i w Jerozolimie 25 lat temu i też musiałem sobie jakoś poukładać na nowo sposób wiary w to, co napisane.

Po czwarte, jeśli o tym ludzie mało słyszeli, to trochę nasza wina. „Nasza” mówię głównie o księżach wykształconych na Zachodzie. Nie wynikało to jednak z tego, że nie chcieliśmy ludziom mieszać w głowach, bo wielu z nas o tym mówiło na wykładach, ale nie byliśmy znani. Trochę też jest tak, że jako księża jednak koncentrujemy się nie na warstwie historycznej, ale teologicznej. Mnie osobiście zależy, żeby ludzie uwierzyli Bogu i tak konstruuję konferencje, bez wchodzenia w szczegóły świata historii i archeologii, jeśli to nie jest konieczne.

Po piąte, mówiąc obrazowo, Marcin mówi o tym, z czego składa się parówka, a inni, w tym i ja, koncentrujemy się na przygotowaniu dania i podaniu ludziom. I skutek jest taki, że niektórzy, jakby się dowiedzieli, z czego składa się parówka, to by przestali jeść. Stąd wielu ludzi nie rozumie, jest zbulwersowanych i ma poczucie, że ich świat wiary się wali. Ale to nie jest wina człowieka, który o parówce opowiada! Znam bardzo wielu ludzi, którzy cenią sobie Marcina i jego wykłady, umacniają dzięki temu wiarę w Boga i Jego Słowo, więc to nie jest tak, że z powodu zgorszenia niektórych, trzeba zakazać mówienia inaczej.

Po szóste, jak są jakieś błędy w wypowiedziach, to przecież to jest doskonała okazja, żeby dyskutować i debatować. Każdy myślący biblista, jak ma zastrzeżenia, to może wykazać, gdzie konkretnie jest błąd i dla nas naukowców nie ma innej płaszczyzny dyskusji. Chyba, że chcemy się ośmieszyć i być posądzonymi o zazdrość, albo nierzetelność naukową.

Po siódme, oczywiście jest zagrożenie, że będzie się wmawiać innym, że to nauka, a to będą tylko prywatne poglądy. Np. w sprawie miejsca narodzenia Jezusa. Można powiedzieć, że urodził się w Betlejem, bo tak jest napisane. Można stawiać hipotezę, że urodził się w Nazarecie, a Betlejem to nakładka teologiczna, ale mówienie, że na pewno urodził się w Nazarecie jest historycznie nieuczciwe. Tak samo żaden uczciwy historyk nie powie, że na pewno nie było żadnego wyjścia z Egiptu albo, że na pewno nie było króla Dawida. Czy chociażby z braćmi i siostrami Jezusa: mogli to być kuzyni (tak część katolików), mogli bracia przyrodni z pierwszego małżeństwa Józefa (tak część prawosławnych), mogli urodzeni po Jezusie (tak część protestantów). Jak było naprawdę, dowiemy się po śmierci. Tu na ziemi wierzymy w taką czy inna wersję, ale nie możemy wmawiać, że historycznie jedna jest tylko prawdziwa. Czasem więc może być pokusa, że historyk powie więcej niż powinien, ale wtedy wracamy do punktu szóstego. Trzeba debatować.

Po ósme, nie ma sensu dyskutować o małych potknięciach Marcina, bo publicystyka czy wywiady rządzą się swoimi prawami. Może niektórzy pamiętają jak pisałem o 7 błędach w jednym kazaniu Szustaka, albo o 4 pomyłkach biblijnych w jednym tygodniu jeszcze wtedy bp. Rysia. Takie rzeczy będą się zawsze zdarzały. Nikt nie jest perfekcyjny.

Po dziewiąte, może być tak, że niektórzy będą wykorzystywać jego wypowiedzi, żeby usprawiedliwić swoją niewiarę albo rozgłaszać, że Biblia to ściema. Tego jednak nie przeskoczy, bo na tym polega wolność człowieka. Nawet gdyby ktoś był święty jak Jezus, zawsze się znajdą tacy, co Go zrozumieją opacznie.

Po dziesiąte, ja się osobiście bardzo cieszę, bo tak jak Sanah ożywiła trochę poezję, tak Majewski rozruszał Biblię. Nie wiem, czym to idzie, ale jest coś takiego, że ktoś ma to coś, ludzie słuchają, czytają. I to ma Marcin. I cieszę się, bo wydawało się, że biblistyka to trochę zapomniana dziedzina a wraca i na salony, i pod strzechy. A to jest naprawdę piękne i fajnie, że kawał dobrej roboty robi się dzięki Marcinowi. Good job! ❤

Opublikowano wMaxirefleksje